Stosując polskie przepisy, należy pamiętać o tym, żeby uwzględniać regulacje dyrektywy, a także brać pod uwagę orzecznictwo sądów unijnych (obecnie Trybunału Sprawiedliwości). Nie wystarczy jednak stosowanie wykładni literalnej. Interpretacja polskiego przepisu powinna przebiegać w dwóch wymiarach. Po pierwsze, powinna być stosowana wykładnia niesprzeczna z prawem unijnym. Oznacza to, że w razie pewnych różnic pomiędzy brzmieniem przepisu krajowego i dyrektywy sprowadzi się to w praktyce do zastosowania regulacji wspólnotowej. Wykładnię prounijną należy stosować jednak dopiero wtedy, gdy przepis krajowy jest niezgodny z dyrektywą. Sąd Najwyższy wypowiedział się w tej sprawie w wyroku 9 marca 2011 r. (III SK 38/10).

Po drugie, interpretując polski przepis, który został implementowany z dyrektywy, należy go odczytywać tak, aby osiągnął cele zakładane przez prawo unijne. Dlatego należy pamiętać o przejrzeniu również założeń, które są zawsze umieszczane na początku dyrektywy przed głównymi przepisami (wyrok Trybunału Sprawiedliwości C-106/89 Marleasing).

Takie wnioski prowadzą do tego, że nawet w przypadku, gdy przepis prawa krajowego jest jasny i teoretycznie nie wymaga interpretacji, powinien być zawsze czytany w świetle zarówno literalnego brzmienia, jego odpowiednika w dyrektywie, jak i w świetle jej celów i nie może być z nimi sprzeczny.

Należy jednak pamiętać, że są granice stosowania wykładni prounijnej. Nie może ona bowiem prowadzić do nałożenia na jakikolwiek podmiot sankcji, które nie są przewidziane w prawie krajowym (wyrok SN z 14 kwietnia 2010 r., sygn. akt III SK 1/10). Ponadto wykładnia nie może być contra legem, to znaczy prowadzić do sytuacji, w której przepis polski byłby całkowicie sprzeczny z dyrektywą.