Osoby rozpoczynające karierę w administracji dopiero po roku pracy będą mogły otrzymać umowę na czas nieokreślony, pod warunkiem otrzymania pozytywnej oceny. Takie zmiany zawiera projekt nowelizacji ustawy o Służbie Cywilnej przygotowany przez Kancelarię Prezesa Rady Ministrów.

Zgodnie z obowiązującą ustawą z 24 sierpnia 2006 r. o służbie cywilnej (Dz.U. nr 170, poz. 1218 z późn. zm.) pracownik rozpoczynający pracę w Służbie Cywilnej otrzymuje umowę o pracę na czas określony, nie dłuższy niż trzy lata. Jedynie na umotywowany wniosek bezpośredniego przełożonego dyrektor generalny urzędu może po upływie roku zawrzeć z pracownikiem umowę o pracę na czas nieokreślony.

- Te przepisy budziły wątpliwości. Dlatego postanowiliśmy je doprecyzować - tłumaczy Adam Leszkiewicz, zastępca szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Jego zdaniem projekt wprowadza jasne zasady zatrudniania, a także definiuje osobę po raz pierwszy podejmującą pracę w Służbie Cywilnej. Według projektu jest to ktoś, kto wcześniej nie był zatrudniony w Służbie Cywilnej na czas nieokreślony lub był zatrudniony przez 12 miesięcy, ale jego pierwsza ocena nie była pozytywna. Obecnie ustawowej ocenie podlegają tylko urzędnicy, czyli osoby, które uzyskały mianowanie w Służbie Cywilnej. Nowela natomiast zobowiązuje do oceny pracownika po roku od podpisania z nim umowy przez zespół złożony z trzech osób. Szczegółowe zasady przeprowadzania pierwszej oceny ma jednak określać rozporządzenie prezesa Rady Ministrów.

Ponadto osoba przyjmowana po raz pierwszy do pracy w urzędzie administracji rządowej będzie musiała w ciągu pierwszego roku pracy odbyć służbę przygotowawczą, zakończoną egzaminem. Projekt nie określa, ile powinna trwać służba. Jego autorzy podkreślają jednak, że powinna być dopasowana do umiejętności i predyspozycji danej osoby. Zgodnie z obowiązującymi przepisami, służba przygotowawcza trwa nie dłużej niż trzy miesiące.

Nowela zobowiązuje również do zamieszczenia w ogłoszeniu o naborze na wolne stanowisko informacji o proponowanej, przybliżonej, wysokości wynagrodzenia. Grzegorz Rydlewski z Uniwersytetu Warszawskiego uważa, że dzięki temu na ogłoszenia nie będą odpowiadać osoby, które mają wyższe oczekiwania finansowe. Obecnie często się bowiem zdarza, że osoba wyłoniona w drodze naboru rezygnuje z pracy właśnie z powodu niskiego wynagrodzenia.