Jak wynika z najnowszego raportu OECD, w wielu krajach Unii Europejskiej suma tych obciążeń (fachowo nazywana klinem podatkowym) jest już bliska 50 proc. kosztów zatrudnienia, a w przypadku Belgii nawet ten wskaźnik przekracza. Inaczej mówiąc, drugie tyle tego, co na rękę dostaje przeciętny Niemiec, Francuz, Włoch czy Węgier, jest odprowadzane do urzędów skarbowych i systemów ubezpieczeń społecznych wspomnianych państw.

Helen Fisher, ekspertka OECD ds. podatków, nie ma wątpliwości, że to jeden z powodów, przez które w Unii bezrobocie jest rekordowo wysokie (ponad 10 proc. osób w wieku produkcyjnym). Zatrudnienie pracownika jest po prostu bardzo drogie. – Jeśli już trzeba łatać dziurę w budżecie poprzez podnoszenie podatków, to lepiej likwidować ulgi podatkowe na spłatę kredytów hipotecznych czy inwestowanie w fundusze emerytalne albo zwiększać podatek od sprzedaży towarów i usług, niż podnosić koszty pracy – mówi DGP.

Tego zalecenia kraje Unii jednak nie stosują. Przeciwnie, spośród 26 państw OECD, które w ubiegłym roku podniosły klin podatkowy, zdecydowana większość to członkowie Wspólnoty. Rekordzistą okazały się Węgry, gdzie wspomniany wskaźnik wzrósł w ubiegłym roku o 2,77 pkt proc. W ten sposób podatki oraz składki stanowią już w tym kraju 49,4 proc. ogólnych kosztów zatrudnienia pracownika. Wśród państw OECD gorzej jest tylko w Belgii (55,5 proc.) i Niemczech (49,8 proc.). Podobnie jak Węgrzy postąpili m.in. Irlandczycy, Portugalczycy, Czesi i Niemcy. W Polsce klin podatkowy też wzrósł, ale minimalnie (o 0,12 pkt proc. i wynosi 34,3 proc.).

Podwyżka podatków i składek niepokoi ekspertów, bo oznacza odwrócenie trwającego od kilku lat trendu obniżenia tych obciążeń. Co gorsza, do i tak już bardzo wysokich stawek dodawane są nowe. Spośród dużych państw Unii Europejskiej tylko w Wielkiej Brytanii i Polsce klin podatkowy jest niższy niż średnia OECD (35,3 proc.).

W zupełnie innym kierunku idzie Ameryka. Tu nie tylko podatki i składki mają o wiele niższy udział w kosztach pracy (29,5 proc.) niż w Europie, ale mimo kryzysu nadal spadają (w ub.r. o 0,9 pkt proc.). Efekt jest widoczny: bezrobocie za Atlantykiem jest niższe niż w Europie, a gospodarka będzie w tym roku rozwijać się przynajmniej dwukrotnie szybciej.