Komisarz ds. zatrudnienia Laszlo Andor będzie zalecał, aby podwyższać płacę minimalną. Jest ona dla niego drogą do walki z ubóstwem „na wiele sposobów”. Podwyżka płacy minimalnej wpływa, zdaniem komisarza Andora, na zwiększenie popytu.

To rozumowanie opiera się na przekonaniu, że istnieje coś takiego jak darmowy lunch. Że pracodawca może zwiększyć pensję pracownikowi, samemu nie ponosząc strat. Kłamstwo powtórzone setki razy zaczyna przypominać prawdę, lepiej zatem po raz tysięczny napisać: darmowe lunche są tylko w komiksach. Przyjmijmy, że pracodawcy rzeczywiście złośliwie utrzymują płace na niskim poziomie, a mogliby płacić więcej. W takim wypadku pieniądze na podwyżki mogliby otrzymać, tylko i wyłącznie tnąc swoje wielkie zyski. Pieniądze zostaną po prostu przetransferowane z jednej kieszeni do drugiej – pracodawca zmniejszy swoją siłę nabywczą, zwiększając siłę nabywczą pracownika. Nie dojdzie więc do żadnego zwiększenia popytu, bo nie będzie żadnych nowych środków do wydania.

Pracodawcy, nawet jeśli są źli i wredni, nie mogą ignorować praw rynku. Muszą płacić zatrudnionemu tyle, ile jest wart, inaczej poszuka on innego zajęcia – pracodawcy również są konkurencją dla siebie nawzajem, nie tylko pracownicy. Przy złej koniunkturze pracodawcy zmuszeni są ciąć pensje, a czasem też zatrudnienie. Naturalnie, im wyższe bezrobocie, tym podaż pracy bardziej przewyższa popyt na nią, a jej cena tym samym spada. Kryzys jest więc właściwym czasem na obniżanie płacy minimalnej i pobudzanie popytu na pracę w ten sposób. Nie ma nic złego w chwilowym spadku płac w kryzysie, ich sztuczne pompowanie może doprowadzić co najwyżej do zwolnień. Walka z ubóstwem za pomocą zwiększania płacy minimalnej obróci się nieuchronnie przeciwko najbiedniejszym i bezrobotnym. Brońmy się i brońmy ich. W szukaniu wyjścia z bezrobocia zaufajmy pracodawcom, a nie urzędnikom, którzy wstydu nie mają.

Jan Wróbel, dziennikarz i publicysta