Dwa lata temu zostały uchwalone przepisy, które miały poprawić los pracowników zatrudnionych w przedsiębiorstwach, które porzucili pracodawcy. Pretekstem do zmian przepisów była sytuacja pracujących w łódzkiej firmie Hanpol Electronics Sp. z o.o prowadzonej przez cudzoziemca, który zniknął z dnia na dzień i nie dawał znaku życia. Załoga nie dostała ani wypowiedzeń, świadectw pracy, ani wynagrodzeń. Nikt nie zgłosił wniosku o upadłość. Firma była, ale nie prowadziła już działalności, a pracownicy świadczyli nieodpłatnie pracę, której nikt nie wymagał. Prawo nie było dostosowane do takich sytuacji.

Dobre chęci posłów

Sejm 8 stycznia 2010 r. znowelizował ustawę z 13 lipca 2006 r. o ochronie roszczeń pracowniczych w razie niewypłacalności pracodawcy (Dz.U. nr 158 poz. 1121 z późn. zm.). Zgodnie ze zmienionymi przepisami niewypłacalność pracodawcy uprawniająca do uzyskania świadczeń z FGŚP zachodzi również w razie niezaspokojenia roszczeń pracowniczych z powodu braku środków finansowych w przypadku faktycznego zaprzestania działalności przez pracodawcę, trwającego dłużej niż dwa miesiące. Ustawodawca postanowił, że porzuceni pracownicy będą mogli starać się o zaliczki na poczet niezaspokojonych przez pracodawcę wynagrodzeń.

Okazuje się, że z tej doraźnej formy wsparcia praktycznie nikt nie korzysta. Z danych uzyskanych z kilku województw wynika, że większość Wojewódzkich Urzędów Pracy, a wcześniej Biur Terenowych FGŚP, nie wypłaciło ani jednej zaliczki dla tzw. porzuconych pracowników. Wnioski o zaliczki od wejścia w życie przepisów pozwalających na ich wypłacenie, czyli od 19 lutego 2010 r., nie wpłynęły do urzędów działających m.in. w Zielonej Górze, Kielcach, Rzeszowie, Gdańsku czy Katowicach.

– Spełnienie wszystkich przesłanek ustawowych do jej uzyskania jest bardzo utrudnione, bowiem pracownik składający wniosek o wypłatę zaliczki musi trwać w stosunku pracy, a faktyczne zaprzestanie działalności musi się utrzymywać dłużej niż dwa miesiące, co uniemożliwia szybkie uruchomienie środków – uważa Joanna Piłka, kierownik wydziału FGŚP z Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Warszawie.

Dodaje, że pracownicy nie chcą tak długo trwać w stosunku pracy w firmie, która faktycznie nie istnieje, i wolą rozwiązać umowę.

Głodowa zaliczka

Co więcej, kwota zaliczki jest ograniczona. Porzucony pracownik może liczyć jedynie na 1500 zł, bo ustawodawca zdecydował, by nie była ona wyższa od płacy minimalnej.

W czasie prac nad ustawą Senat podwyższył zaliczkę do wysokości przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia pracownika, ale resort pracy negatywnie zaopiniował tę zmianę.

– Niestety stało się tak, jak przewidywałem, że możliwość pomocy dla pracowników porzuconych przez pracodawców pozostanie na papierze. Ustawodawca poskąpił pieniędzy i w efekcie zainteresowanie świadczeniami zagwarantowanymi przez ustawę jest minimalne. A przecież stan konta funduszu z roku na rok rośnie i nie było obawy, że zostanie wydrenowany po wypłacie zaliczek dla osób pracujących w firmach, których właściciel przestał się nimi interesować, bo takich spraw nie jest dużo – uważa Jan Rulewski, senator PO.

Z szacunków resortu pracy przedstawianych w czasie, gdy wprowadzano zmiany przepisów, wynikało, że problem może dotyczyć 230 zakładów zatrudniających około 2,8 tys. osób. Łączny koszt wypłat mógłby więc wynieść około 2 mln zł (przy zaliczce w kwocie minimalnego wynagrodzenia).

– Nie mieliśmy sygnałów, że jej kwota jest zbyt niska. Jednak w obecnej sytuacji wydaje się, że nie odpowiada możliwościom FGŚP. Niestety w jego przypadku jest ten sam problem co z Funduszem Pracy. Oba zostały „aresztowane” przez ministra finansów i mimo że mają pieniądze, nie mogą ich wykorzystać w celach, dla jakich zostały zgromadzone – mówi Bogdan Grzybowski, ekspert OPZZ.

Walczą o całość zaległości

Na szczęście pracownicy zakładów, których losem pracodawca przestał się interesować, nie są pozbawieni możliwości odzyskania swoich zaległych pieniędzy. Kluczem do świadczeń z FGŚP okazało się zamieszczenie faktycznego zaprzestania działalności w przesłankach niewypłacalności. Ta zmiana przepisów umożliwia dokonywanie wypłat nie tylko pracownikom składającym wnioski o wypłatę zaliczki i trwającym w stosunku pracy, lecz także byłym wnioskującym o należne im pieniądze. Byli porzuceni pracownicy składający wnioski indywidualne (w trybie art. 16 ustawy) mogą już mieć rozwiązany stosunek pracy i wnioskować o wszystkie niezaspokojone świadczenia pracownicze określone w katalogu świadczeń ustawy.

Z tego rozwiązania korzysta już dużo więcej poszkodowanych pracowników niż z wypłaty zaliczki. Tylko w województwie mazowieckim dokonano dotychczas wypłaty na rzecz 523 pracowników, którzy byli zatrudnieni u 93 pracodawców. Łącznie trafiło do nich 4,4 mln zł. W woj. pomorskim 55 pracowników z 3 firm odzyskało ponad 370 tys. zł, zaś w warmińsko-mazurskim swoje pieniądze w łącznej kwocie ok. 96 tys. zł otrzymało 17 osób zatrudnionych w 6 firmach.

Pracownicy łódzkiej spółki Hanpol Sp. z o.o., której historia doprowadziła do powstania przepisów pozwalających na pomoc zatrudnionym w porzuconych firmach, także dostali pieniądze z FGŚP. 55 osób zatrudnionych w tej spółce otrzymało łącznie świadczenia w wysokości 324 tys. zł.