Aby je ustalić, oszacowano najpierw wysokość emerytur w sytuacji, gdyby nie podnoszono wieku emerytalnego. W tym wariancie przyjęto, że kobieta rozpoczyna pracę 1 stycznia 2011 r. w wieku 25 lat i pracuje nieprzerwanie do 31 grudnia 2045 r. Czyli przechodzi na emeryturę zgodnie z obowiązującymi dziś zasadami w wieku 60 lat, a przez cały okres zatrudnienia pobiera średnią krajową. – Przy tych założeniach, uwzględniających różne scenariusze rozwoju gospodarczego, w momencie przejścia kobiety na emeryturę przeciętne wynagrodzenie wynosić będzie ponad 22 tys. zł, podczas gdy jej emerytura nieznacznie przekroczy 5,6 tys. zł – szacuje Anna Kwiecińska, aktuariusz w ZUS. Oznacza to, że wysokość emerytury wynosiłaby zaledwie 25,4 proc. przeciętnego wynagrodzenia brutto.

To się jednak zmieni, ponieważ rząd przewiduje podniesienie wieku emerytalnego kobiet o 5 lat. Jeśli więc przyjmiemy, że o tyle wydłuży się ich praca zawodowa, to w 2050 r. przeciętne wynagrodzenie może przekroczyć 29 tys. zł. Zaś emerytura naszej bohaterki wyniesie prawie 9,6 tys. zł. Czyli stopa zastąpienia przekroczy 33 proc.

Emeryt

Emeryt

źródło: ShutterStock

Wychodzi zatem na to, że wydłużenie aktywności zawodowej kobiet o 5 lat spowoduje podniesienie stopy zastąpienia o 7,6 pkt proc. – Natomiast nominalny wzrost emerytury wyniesie ponad 71 proc. – szacuje Kwiecińska.

W przypadku mężczyzn wydłużenie wieku emerytalnego o pięć lat spowodowałby wzrost stopy zastąpienia z 33 do 42,6 proc., a nominalny wzrost emerytury wyniósłby prawie 70 proc. Jednak wiek emerytalny mężczyzn ma zwiększyć tylko o dwa lata, co spowoduje, że wzrost ich świadczeń będzie znacznie mniejszy.

– Takie przedstawianie sprawy to nieporozumienie. Wzrosty emerytur to nie wynik decyzji polityków, lecz tego, ile wytworzą pracujący i w jaki sposób podzielą się swoimi pieniędzmi z emerytami. Tu nikt nikomu niczego nie odbiera, tylko oddaje mu środki wpłacone przez niego w okresie aktywności zawodowej, powiększone głównie o tempo wzrostu gospodarczego. Więcej pieniędzy w systemie nie ma – mówi prof. Marek Góra z SGH, współtwórca obowiązującego systemu emerytalnego. Dodaje, że pewne jest natomiast to, iż przedłużenie wieku emerytalnego znacząco podniesie wysokość świadczeń, bo nowy system nagradza dłuższą pracę, a nie krótszą, tak jak poprzedni. – Dzisiaj już wiemy, że w dłuższej perspektywie wiek emerytalny będzie musiał być jeszcze podniesiony do ponad 70 lat, wtedy emerytury będą przyzwoite – podkreśla prof. Góra.

– Dzisiaj nie da się przewidzieć, jaka będzie siła nabywcza emerytur za 35 – 40 lat. Wysokość naszych wynagrodzeń zależała będzie od tego, jak będziemy pracować. Może emerytura na poziomie 33 proc. pozwoli na godziwe życie, a może nie – mówi prof. Dariusz Rosati z SGH.

Jedno jest pewne – przejście na emeryturę będzie się wiązać ze zdecydowanie niższymi dochodami niż te z pracy. Jest tylko jedno pewne wyjście. – Powinniśmy gromadzić oszczędności w różnej formie – radzi prof. Urszula Sztanderska z Uniwersytetu Warszawskiego. Tylko one pozwolą nam cieszyć się życiem po zakończeniu kariery zawodowej.