– Przedszkole to niezwykle ważny element w rozwoju społecznym i emocjonalnym dziecka. Uczy je działania, zabawy i współpracy w grupie, rozbudzając jego cechy socjalizacyjne, które będą mu potem niezbędne w szkole – mówi Artur Kulig, psychoterapeuta i były dyrektor poradni psychologiczno-pedagogicznej w Gliwicach.

Jeśli przedszkole nie jest w stanie zapewnić dziecku odpowiedniego rozwoju, powoduje to ograniczenie szans życiowych już na początku edukacji. Odpowiada za to niewydolny system finansowania. Na początku lat 90. XX w. obowiązek utrzymywania przedszkoli spadł na samorządy. W parze z nałożonym obowiązkiem nie poszły jednak pieniądze. W efekcie wiele przedszkoli zostało zamkniętych.

Sieci z lat 80. nie udało się odbudować mimo przybywających placówek niepublicznych. Ponieważ nie zmniejszyło się zapotrzebowanie na przedszkola, panujące w nich warunki nie wszędzie odpowiadają standardom z XXI wieku. Np. w jednej z placówek w województwie łódzkim dzieci korzystają ze wspólnej łazienki, a toaleta dla wszystkich znajduje się w jednym pomieszczeniu – setka dzieci korzysta z sześciu kabin. Swojego pomieszczenia nie mają też nauczyciele. Trudno tam też utrzymać odpowiednią temperaturę, bo budynek nie jest ocieplony. Inwestycja będzie przeprowadzona w przyszłym roku.

Z kolei w przedszkole w powiecie świebodzińskim (woj. lubuskie) liczba dzieci w niektórych grupach przekracza 25 osób, co narusza prawo oświatowe. Ciasnotę potęgują małe sale oraz brak pomieszczeń do zajęć ruchowych i dodatkowych np. logopedycznych. „Problemy wynikają także z braku personelu pomocniczego. W przedszkolu nie realizuje się innowacji pedagogicznych” – czytamy w raporcie pokontrolnym.

Przeładowane przedszkola, z okrojonymi budżetami mają coraz większe problemy z realizacją swojej podstawowej misji, czyli wyrównywania szans edukacyjnych. W ankiecie przeprowadzonej na Śląsku 98 proc. rodziców stwierdziło, że zajęcia rozwijające zdolności twórcze, np. plastyka czy muzyka, są oferowane wyłącznie jako odpłatne uzupełnienie oferty.

Niektóre z nisko ocenionych przedszkoli zreflektowały się i wzmocniły ofertę. Np. w Gdyni placówka numer 51 zdecydowała się na zajęcia z rytmiki i języka obcego, którymi objęła wszystkie dzieci.

– Najczęściej brak tych zajęć to wynik braku pieniędzy w samorządowej kasie. Ta sytuacja się nie zmieni, dopóki ciężaru finansowania przedszkoli nie weźmie na siebie budżet państwa – przekonuje Sławomir Kłosowski, były kurator i były wiceszef MEN.

Według szacunków kosztowałoby to od 2,5 do nawet 6 mld zł.