Drobni przedsiębiorcy, którzy równocześnie wykonywali pracę nakładczą, czyli chałupniczą, sami wybierali, od jakiego tytułu opłacać składki do ZUS. Dzięki temu, gdy z chałupnictwa mieli niższe przychody, płacili niższe składki. Przedsiębiorcy podkreślają, że ZUS tę praktykę akceptował, a teraz wzywa ich do opłacania zaległych składek. Liczą na umorzenie tych należności i powołują się na rozmowę z szefem rządu, jaką odbyli w październiku.

– Premier obiecał podjęcie działań legislacyjnych zaraz z początkiem nowej kadencji parlamentu, co pozwoliłoby na rozwiązanie problemu przedsiębiorców przed końcem roku kalendarzowego – przekonują w swoim stanowisku.

Dodają, że ZUS nie tylko domaga się od nich zaległych składek, ale też z powodu nieuregulowanych roszczeń pozbawił ich prawa do ubezpieczeń społecznych. Bywa, że wyliczony przez ZUS dług przekracza nawet 100 tys. zł, bo naliczany jest za okres nawet 10 lat wstecz wraz z odsetkami.

Problem naliczania dotyczy również przedsiębiorców, którzy okresowo zawieszali działalność gospodarczą. Poszkodowanych w ten sposób przedsiębiorców są dziesiątki tysięcy, z czego liczba już wykluczonych z ubezpieczeń społecznych według wyliczeń przedsiębiorców wynosi ponad 35 tysięcy. Oficjalnych danych na ten temat nie ma. Co na to ZUS? Jak tłumaczył w czerwcu rzecznik tej instytucji, zakład domaga się zaległych składek jedynie od tych przedsiębiorców, którzy zawarli pozorne umowy o pracę nakładczą, które miały służyć jedynie uniknięciu konieczności opłacania składek z działalności gospodarczej. A taka sytuacja pozwala uznać umowę o pracę nakładczą za nieważną i wyliczyć właściwy wymiar składek.