To nie tylko próba zmiany struktury zatrudnienia, lecz także szukania oszczędności w samorządowych kasach, które nauczycielom muszą płacić coraz więcej. Od 1 września tego roku zgodnie z wytycznymi MEN nauczyciel stażysta (najniższy stopień awansu zawodowego) powinien średnio zarabiać 2,6 tys. zł, zaś nauczyciel dyplomowany (najwyższy stopień awansu) ponad 4,8 tys. zł. A z ostatnich danych MEN oraz GUS wynika, że średni wiek nauczycieli od lat systematycznie rośnie. W minionym roku szkolnym dla kobiet wynosił on 41 lat, dla mężczyzn pracujących w tym zawodzie 42,5 roku. Najstarszy pracujący nauczyciel miał 89 lat, najmłodszy 20.

Winne tej sytuacji są m.in. Karta nauczyciela, która gwarantuje im wiele przywilejów, oraz system awansu zawodowego, który de facto uzależniony jest jedynie od stażu w zawodzie. Efekt jest taki, że według danych z końca marca ponad połowa nauczycieli ma najwyższy stopień awansu zawodowego, zaś ponad 27 proc. prawie najwyższy. Nauczycieli wchodzących do zawodu, czyli stażystów, jest mniej niż 5 proc.

Jak przekonuje Dominika Staniewicz, ekspert BCC ds. rynku pracy, wszelkie przywileje, czyli naduprawnienia, jakie są dane określonej grupie zawodowej, działają przeciwko niej. – Gwarancja zatrudnienia i określonej wysokości zarobków, zawarta w Karcie nauczyciela, rozleniwia ich i w pewnym wieku demotywuje do szukania nowych perspektyw rozwoju. Efekt jest taki, że ta grupa zawodowa stale się starzeje, blokując dostęp do zawodu młodym ludziom – mówi Staniewicz.

Ale nie tylko młodzi tracą. – Dyrektorzy szkół będą się starali poszukiwać jak najmłodszych pracowników o określonych kompetencjach, obawiając się, że starszy nauczyciel będzie starał się możliwie szybko wykorzystać dane mu przywileje – dodaje ekspertka BCC. Chodzi o wiek ochronny czy roczne urlopy na poratowanie zdrowia. Na jeszcze inny aspekt sprawy zwraca uwagę Cezary Urban, dyrektor XIII Liceum Ogólnokształcące w Szczecinie, jednej z najlepszych szkół w kraju. – Około czterdziestki u nauczycieli zaczynają pojawiać się pierwsze symptomy wypalenia zawodowego, choć nie jest to regułą – mówi. Chociaż przyznaje, że sam, rekrutując kadrę do swojej szkoły, stawia na nauczycieli doświadczonych, a nie tych wchodzących do zawodu. Zapewnia jednak, że jeżeli kandydaci mają te same kompetencje, wybiera młodszego.

Mają oni jeszcze jeden atut – są tańsi. A to ostatnio niezwykle istotny argument dla samorządów, które ponoszą coraz wyższe wydatki na edukację. Spośród 665 tys. nauczycieli aż 601 tys. zatrudnionych jest w sektorze publicznym, czyli przez samorządy i administrację rządową.