Nawet 40 proc. polskich przedsiębiorstw może zacząć zwalniać pracowników, jeżeli gospodarka ostro wyhamuje – wynika z najnowszego raportu KPMG i Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych „Lewiatan”.

Dziś polskie PKB rośnie w tempie ok. 4 proc. rocznie, ale ekonomiści już mówią o spowolnieniu do 2,5, a nawet 1,9 proc. – W takiej sytuacji należy spodziewać się ostrej fali zwolnień, bo firmy będą chciały zmniejszyć koszty, które wzrosną m.in. po podniesieniu składki rentowej – mówi Jeremi Mordasewicz, ekspert Lewiatana.

Przedsiębiorcy chcą m.in. wprowadzenia indywidualnych kont czasu pracy i dwunastomiesięcznego okresu rozliczania z pracownikami, co pozwoli im zaoszczędzić na godzinach nadliczbowych. Postulują również zliberalizowanie zasad wypowiadania umowy, tak by łatwiej im było dostosować liczbę pracowników do podpisanych kontraktów.

– Bez tych zmian nie da się uniknąć zwolnień np. w branży usługowej, w której koszty pracy stanowią najwyższy udział w kosztach działalności – mówi Jerzy Kalinowski, ekspert z KPMG. Co więcej, obecne prawo pracy będzie hamować spadek bezrobocia nawet w czasach poprawy sytuacji gospodarczej. Potwierdza to Andrzej Bieliński, właściciel restauracji na warszawskim Targówku. – W przyszłym roku, jeśli obroty będą spadały, to zwolnię jednego lub dwóch pracowników i skrócę godziny otwarcia lokalu – mówi.

Ale dodaje też, że nawet jeśli wróci koniunktura, nie przyjmie nikogo na etat, bo nie stać go na utrzymanie trzymiesięcznego okresu wypowiedzenia i odprawy.

To właśnie mało elastyczne prawo pracy jest, zdaniem ekspertów z Lewiatana, przyczyną utrzymującego się od wielu miesięcy wysokiego bezrobocia i największej w Unii Europejskiej liczby osób zatrudnionych na umowy śmieciowe. Stanowią one 27 proc. wszystkich pracujących. Wiele z nich płaci najniższe składki ZUS, co w przyszłości oznaczać będzie np. niskie emerytury.

Co ciekawe, z badania Lewiatana i KPMG wynika, że o ile redukcja zatrudnienia przynosi przedsiębiorcom wymierne korzyści finansowe, to redukcja wynagrodzenia już nie. Aż 30 proc. firm, które zdecydowały się na to rozwiązanie podczas ostatniego kryzysu, stwierdziło, że był to błąd: pogorszyła się atmosfera w spółce, spadła wydajność, najlepsi pracownicy odeszli do konkurencji.