Co więcej, według nowych regulacji nie będzie wymagana do tego opinia poradni psychologicznej, jak to było do tej pory. Resort edukacji postanowił też pozostawić obowiązkową zerówkę dla pięciolatków, nawet tych, których rodzice nie będą chcieli posłać wcześniej do szkoły. Będą one dwa lata w obowiązkowej zerówce, ale w drugim roku nauki mają się uczyć według rozszerzonego programu. MEN tłumaczy swoją decyzję tym, że w tym roku do I klasy poszła mniejsza niż zakładana przez resort liczba sześciolatków. Szacowano, że będzie to nawet ponad 40 proc. Okazało się, że jest mniej niż 20 proc.

„Są gminy, w których ten odsetek jest znikomy, w konsekwencji z początkiem roku szkolnego 2012/2013 w szkołach podstawowych spotkałyby się tam wszystkie dzieci sześcio- i siedmioletnie. Taka sytuacja mogłaby znacznie utrudnić utworzenie odpowiednich warunków kształcenia i opieki nad uczniami” – wyjaśnia w uzasadnieniu MEN.

Według ministerialnych szacunków zgodnie z obecną tendencją w 2012 r. do I klasy pójdzie 40 proc. sześciolatków, a w 2013 – 80 proc. Dlatego w 2014 r., kiedy obowiązek wejdzie w życie, nie nastąpi kumulacja roczników. Ale aby tak było, potrzebne są dodatkowe działania. Według analizy przygotowanej dla „DGP” przez dr. Rafała Jarosa, prezesa Instytutu Nauk Społeczno-Ekonomicznych, oraz dr. Piotra Krajewskiego, byłego doradcę ministra finansów, niezbędna jest szeroka informacyjna kampania społeczna i inwestycje w szkolną infrastrukturę.

Tak zrobiła Gdynia, w której do szkół uczęszcza 60 proc. sześciolatków. Tyle że tam każdy rodzic sześciolatka dostaje imienne zaproszenie od dyrektora szkoły, aby zobaczył, jak przygotowana jest placówka, a także podstawę programową nauczania w zerówce i I klasie szkoły podstawowej, by mógł porównać różnice.

Ile może kosztować dostosowanie szkolnej infrastruktury do młodszych dzieci? – W skali kraju mogą to być nakłady kilku miliardów złotych – mówi „DGP” Marek Olszewski, wiceprzewodniczący Związku Gmin Wiejskich i wójt gminy Lubicz. O potrzebach najlepiej świadczy to, że w Polsce wciąż są szkoły podstawowe, w których nie ma ciepłej wody.

– Ta nowelizacja to przyznanie się MEN do porażki reformy obniżenia wieku szkolnego oraz tego, że MEN nie ma pomysłu na to, co zrobić z pięciolatkami, które ukończą obowiązkową zerówkę, a rodzice nie zechcą posłać ich rok wcześniej do szkoły – mówi Tomasz Elbanowski, prezes Stowarzyszenia „Ratuj Maluchy”. W jego ocenie propozycja MEN to jedynie przesunięcie problemu w czasie. – Skoro gminy nie znalazły pieniędzy na przystosowanie szkół do tej pory, to tym bardziej nie zrobią tego teraz, kiedy premier Donald Tusk wieszczy nadchodzący kryzys – dodaje Elbanowski.