Od przyszłego roku pracodawcy i samozatrudnieni zapłacą wyższą o 2 punkty procentowe składkę rentową. Wyniesie ona 6,5 proc. Dzięki temu do funduszu rentowego w Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (FUS) wpłynie 13 mld zł rocznie, ale realny koszt dla sektora finansów publicznych będzie niższy, gdyż około 5 mld z tej sumy to składka za pracowników sfery budżetowej. Mimo wszystko mniejsza będzie dotacja do FUS, co poprawi sytuację finansów publicznych.

Składka na ubezpieczenie rentowe wynosi obecnie 6 proc. podstawy wymiaru. Jest opłacana w części przez pracodawcę (4,5 proc.) i pracownika (1,5 proc.). Obecnie płaci ją 1,4 mln samozatrudnionych oraz 1,6 mln pracodawców.

Pod znakiem zapytania stoi wysokość składki dla samozatrudnionych (obecnie wynosi ona 120 zł). Po podwyżce płaciliby oni ok. 160 zł, jednak z naszych informacji wynika, że rząd rozważa zwolnienie z podwyżki tych, których przychód nie przekroczy 85 tys zł.

59 proc. rolników nie zapłaci składek

Od lutego 2012 r. rolnicy mający gospodarstwa rolne powyżej 15 ha będą płacić składki na ubezpieczenie zdrowotne w takiej samej wysokości jak osoby prowadzące firmy ubezpieczone w KRUS. Obecnie w formie ryczałtu budżet przekazuje na świadczenia zdrowotne rolników do NFZ 1,86 mld zł. Wszystkich ubezpieczonych w KRUS jest 1,52 mln osób.

Państwo nadal będzie płacić składki na ubezpieczenie zdrowotne za najbiedniejszych rolników mających gospodarstwa rolne do 6 ha. Według najnowszych danych KRUS w tej grupie jest około 705 tys. płatników składek, którzy zgłosili do ubezpieczenia 893 tys. osób. W praktyce oznacza to, że na koszt podatników będzie się leczyć w przychodniach i szpitalach 59 proc. wszystkich rolników ubezpieczonych w KRUS. Natomiast około 200 tys. osób zgłoszonych przez rolników mających gospodarstwa rolne o powierzchni od 6 do 15 ha będzie płacić połowę składki, jaką obecnie uiszczają osoby prowadzące działalność gospodarczą poza rolnictwem. W praktyce rolnicy zapłacą z własnej kieszeni 18 zł. Natomiast właściciele gospodarstw o powierzchni powyżej 15 ha, zgłaszając do ubezpieczenia siebie oraz swoją rodzinę, zapłacą 36 zł miesięcznie na zdrowie. Nowe zasady opłacania składek mogą więc objąć około 150 tys. ubezpieczonych w KRUS.

Od 2013 r. stopniowo gospodarstwa będą musiały prowadzić rachunkowość. To oznacza, że ich składki będą liczone na podstawie rzeczywistych dochodów.

Becikowe nie dla wszystkich

Zmiany czekają też rodziców, którym urodzi się dziecko. Część z nich straci prawo do becikowego, które wynosi 1 tys. zł. Będzie ono przysługiwać tylko tym rodzinom, których dochód nie przekracza 85 tys. rocznie. Obecnie o jego przyznanie mogą się ubiegać wszyscy rodzice bez względu na to, jakie osiągają dochody.

W ubiegłym roku budżet przeznaczył na wypłatę tego świadczenia 412,8 mln zł. Nie wiadomo jednak, ile z tej kwoty uda się zaoszczędzić po ograniczeniu zasad jego przyznawania. Nie można bowiem oszacować, ile osób, które do tej pory pobrały becikowe, przekroczyło dochód w wysokości 85 tys. zł.

Likwidacja 50-proc. kosztów

Obecnie koszty podatkowe z tytułu korzystania przez twórców z praw autorskich i artystów wykonawców z praw pokrewnych lub rozporządzania przez nich tymi prawami wynoszą 50 proc. uzyskanego przychodu.

W wyniku zapowiadanych przez premiera reform ma się zmienić zasada ich rozliczania. Do kwoty przychodu powyżej 85 tys. zł korzystający z tych uprawnień będą płacili normalny podatek, tj. zastosowane zostaną do nich pracownicze koszty uzyskania przychodów (w przypadku gdy będą zatrudnieni na umowę o pracę). Koszty uzyskania przychodów z tytułu stosunku służbowego, stosunku pracy, spółdzielczego stosunku pracy oraz pracy nakładczej wynoszą 111,25 zł miesięcznie, a za rok podatkowy nie więcej niż 1335 zł.

W przypadku gdy twórca będzie wykonywał prace na zlecenie, koszty podatkowe wynoszą 20 proc. Obecnie obowiązuje też zasada, że jeżeli podatnik udowodni, że koszty uzyskania przychodów były wyższe niż wynikające z zastosowania normy procentowej, koszty można przyjąć w wysokości kosztów faktycznie poniesionych.

Pozbawienie twórców 50--proc. kosztów spowoduje wzrost opodatkowania PIT. Przykładowo obecnie przychód z tego tytułu w wysokości 100 tys. zł generuje podatek w kwocie 8444 zł. Po wprowadzeniu zmian ten sam przychód spowoduje opodatkowanie na poziomie 9554 zł. Jest to o 1110 zł więcej w skali roku.

Premier zapowiedział też likwidację ulgi na internet. Oznacza to, że podatnicy zostaną pozbawieni odliczenia od dochodu w rocznym zeznaniu PIT kwoty 760 zł.

Ulga prorodzinna

Podwyższona ma zostać ulga prorodzinna na trzecie i kolejne dzieci o 50 proc.

Przy trójce dzieci ulga prorodzinna wynosiłaby zatem 3892,14 zł. Jednocześnie ma zniknąć ulga dla rodzin z jednym dzieckiem, o dochodzie powyżej 85 tys. rocznie. Teoretycznie zatem ulgę stracą najlepiej sytuowani podatnicy wychowujący tylko jedno dziecko, natomiast zyskają rodziny wielodzietne. O ile jednak w pierwszym przypadku rodzice rzeczywiście stracą, o tyle rodziny wielodzietne wcale nie zyskają. Wiele z nich po prostu nie będzie miało wystarczająco wysokiego podatku do tego, aby podwyższoną ulgę wykorzystać.

Już teraz w przypadku osób o niższych dochodach ulga w wysokości 1112,04 zł na każde dziecko nie jest w pełni odliczana. W przypadku wzrostu kwoty ulgi na trzecie i kolejne dziecko, przy obecnym mechanizmie rozliczeń, osoby o niższych dochodach planowanej podwyżki nie uwzględnią w rocznym PIT.

Dziś ulga prorodzinna (wprowadzona w 2007 r.) to jedna z najpopularniejszych ulg, dająca zdecydowanie największe podatkowe oszczędności. Co roku korzysta z niej ok. 4 mln podatników, odliczając łącznie ponad 5 mld zł (za 2008 r. było to 6 mld). Ulgę odlicza się od podatku po potrąceniu składki zdrowotnej. Ulga w wysokości 1112,04 zł obowiązuje od 2009 r., od kiedy zamrożone zostały progi podatkowe. Korzyści płynące z odliczenia ograniczyła nieznacznie nowelizacja, która nakazała naliczać ulgę tylko za miesiące, w których spełnione są warunki do odliczenia (92,67 zł miesięcznie na każde dziecko). Jednocześnie jednak prawo do ulgi zyskali opiekunowie prawni i rodziny zastępcze, zatem dla budżetu państwa bilans wyszedł na zero.

Kwotowa waloryzacja emerytur

To jedna z największych niewiadomych z expose premiera. Oznacza ona, że jeśli rząd zdąży przygotować zmiany i uchwalić je tak, by nowe prawo mogło działać już w 2012 roku, to wszystkie emerytury wzrosną o równą kwotę. Z naszych wyliczeń wynika, że byłoby to około 65 zł. Jeśli natomiast zastanie zachowany obecny sposób waloryzacji świadczeń o inflację plus 20 proc. wzrostu płac, wówczas najniższa emerytura wzrosłaby o 36 zł, a najwyższe o ponad 250. Jednak szczegóły rozwiązania nie są na razie znane. Nasze wyliczenia są przybliżone i zostały oparte na założeniu, że waloryzacja całej sumy na podwyżkę emerytur odbywa się według dotychczasowych zasad, natomiast każde świadczenie waloryzowane jest identyczną kwotą.

Dłuższy wiek emerytalny

Od 2040 r. kobiety, a od 2020 r. mężczyźni będą przechodzić na emeryturę w 67. roku życia. Rząd chce, aby proces wydłużania rozpoczął się już od 2013 r. Co 4 miesiące wiek emerytalny będzie stopniowo wydłużony o jeden miesiąc, co oznacza, że 50-letnia kobieta będzie pracowała o 3 lata dłużej, natomiast jej 30-letnia koleżanka o 7 lat dłużej.

Sęk w tym, że obecnie ani polskie prawo pracy, ani polskie firmy nie są na to przygotowane. Główną przeszkodą jest szczególna ochrona przed zwolnieniem albo obniżeniem zarobków osób, którym zostały najwyżej cztery lata do emerytury. To powoduje, że pracodawcy nie chcą zatrudniać ludzi po 50. roku życia lub zwalniają ich przed osiągnięciem okresu ochronnego.