W pierwszych trzech kwartałach tego roku urzędy pracy skierowały na staże do pracodawców 98,3 tys. bezrobotnych. Spadek o 60 proc. wynika z radykalnego obcięcia środków na ten cel – do kwoty blisko 681 mln zł, czyli o 58 proc. mniejszej niż w 2010 r. To spowodowało, że już w październiku w dużej części powiatowych urzędów pracy nie było pieniędzy na aktywizację zarejestrowanych osób bez zajęcia.
Publikacja: 21 listopada 2011, 06:09 Aktualizacja: 21 listopada 2011, 07:58
źródło: ShutterStock
Rozmowa kwalifikacyjna
– Dopiero w grudniu zaczniemy kierować część zainteresowanych osób na staże. Bo od tego miesiąca możemy do pewnego stopnia zaciągać zobowiązania finansowe na przyszły rok – mówi Jerzy Bartnicki, dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Kwidzynie.
Jego zdaniem będą to robić także inne urzędy. – Dlatego do końca roku liczba stażystów wzrośnie. Ale nie będzie to duży wzrost – podkreśla Bartnicki.
Eksperci są zgodni, że staże poprawiają sytuację młodych osób na rynku pracy. – Zdobywają doświadczenie zawodowe, którego nie daje im szkoła, a jakiego oczekują pracodawcy – mówi Karolina Sędzimir, ekonomistka PKO BP.
Dodaje, że stażyści nawiązują też kontakty, które mogą procentować, jeśli nie zostaną zatrudnieni przez firmy, w których odbywają staże. A tak jest w większości przypadków.
Z badań prowadzonych przez prof. Zenona Wiśniewskiego z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu wynika, że wśród bezrobotnych, którzy w 2009 r. odbywali staże, tylko 34 proc. znalazło pracę po ich ukończeniu. To zaledwie o 3 pkt proc. więcej niż bezrobotnych w tym samym wieku, z podobnym wykształceniem i tej samej płci, którzy znaleźli zatrudnienie bez odbywania stażu.
– Ze wstępnych szacunków związanych z rynkiem pracy wynika, że te dysproporcje utrzymują się do tej pory – mówi prof. Zenon Wiśniewski.
Ale to nie znaczy, że staże nie są potrzebne. – Finansując je, kupujemy miejsca pracy dla tych, którzy nie mają znajomości, bo w wielu firmach w większości zatrudnia się pracowników z polecenia – uważa Bartnicki.
Potwierdzają to między innymi badania przeprowadzone przez Katedrę Socjologii Ekonomicznej SGH na zlecenie PKPP Lewiatan. Według nich ponad 63 proc. małych przedsiębiorstw i ponad 57 proc. średnich firm zatrudnia pracowników po znajomości. Nie ma w tym jednak nic zaskakującego. – To jest najlepsza metoda pozyskiwania dobrych pracowników. Ten, kto kogoś poleca, wystawia mu odpowiednie referencje i jednocześnie bierze za niego odpowiedzialność. To się sprawdza w praktyce – podkreśla prof. Wiśniewski.
1: zorientowany z IP: 188.47.80.* (2011-11-21 09:33)
Świetny tekst: "Finansując je (staże), kupujemy miejsca pracy dla tych, którzy nie mają znajomości, bo w wielu firmach w większości zatrudnia się pracowników z polecenia – uważa Bartnicki." Tyle że gdy w Rybnickiej Straży Miejskiej zorganizowano staż dla kobiet na stanowisko biurowe, to nie dość że wybrano kobietę po znajomości to jeszcze staż miała na 2 miesiące. Wniosek jest taki że bardzo źle dzieje się w Polsce skoro nawet w urzędach i po znajomości ciężko jest sobie pracę załatwić.
2: jeszcze lepiej zorientowany z IP: 89.78.49.* (2011-11-21 12:27)
zorientowany to trzeba wstąpić do PSL-u tam rodzinki i znajomki znajdują zatrudnienie od razu!
3: Bartnicki z IP: 79.189.222.* (2011-11-21 13:21)
Od najlepszej zasady mogą być kiepskie wyjątki,sami je robimy.Jak każdy z nas będzie przyzwoity to piekło i wymiar sprawiedliwości zbankrutują.
Czy pracodawca musi osobiście dostarczyć do ZUS zaświadczenie o przychodzie

Zakład Ubezpieczeń Społecznych daruje właścicielom firm niektóre zaległości. Wnioski o umorzenie powinni móc składać także wspólnicy spółki.