– Dopiero w grudniu zaczniemy kierować część zainteresowanych osób na staże. Bo od tego miesiąca możemy do pewnego stopnia zaciągać zobowiązania finansowe na przyszły rok – mówi Jerzy Bartnicki, dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Kwidzynie.

Jego zdaniem będą to robić także inne urzędy. – Dlatego do końca roku liczba stażystów wzrośnie. Ale nie będzie to duży wzrost – podkreśla Bartnicki.

Eksperci są zgodni, że staże poprawiają sytuację młodych osób na rynku pracy. – Zdobywają doświadczenie zawodowe, którego nie daje im szkoła, a jakiego oczekują pracodawcy – mówi Karolina Sędzimir, ekonomistka PKO BP.

Dodaje, że stażyści nawiązują też kontakty, które mogą procentować, jeśli nie zostaną zatrudnieni przez firmy, w których odbywają staże. A tak jest w większości przypadków.

Z badań prowadzonych przez prof. Zenona Wiśniewskiego z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu wynika, że wśród bezrobotnych, którzy w 2009 r. odbywali staże, tylko 34 proc. znalazło pracę po ich ukończeniu. To zaledwie o 3 pkt proc. więcej niż bezrobotnych w tym samym wieku, z podobnym wykształceniem i tej samej płci, którzy znaleźli zatrudnienie bez odbywania stażu.

– Ze wstępnych szacunków związanych z rynkiem pracy wynika, że te dysproporcje utrzymują się do tej pory – mówi prof. Zenon Wiśniewski.

Ale to nie znaczy, że staże nie są potrzebne. – Finansując je, kupujemy miejsca pracy dla tych, którzy nie mają znajomości, bo w wielu firmach w większości zatrudnia się pracowników z polecenia – uważa Bartnicki.

Potwierdzają to między innymi badania przeprowadzone przez Katedrę Socjologii Ekonomicznej SGH na zlecenie PKPP Lewiatan. Według nich ponad 63 proc. małych przedsiębiorstw i ponad 57 proc. średnich firm zatrudnia pracowników po znajomości. Nie ma w tym jednak nic zaskakującego. – To jest najlepsza metoda pozyskiwania dobrych pracowników. Ten, kto kogoś poleca, wystawia mu odpowiednie referencje i jednocześnie bierze za niego odpowiedzialność. To się sprawdza w praktyce – podkreśla prof. Wiśniewski.