Mimo kryzysu gminy i powiaty nie zamierzają w przyszłym roku ani redukować zatrudnienia, ani też ciąć pensji. Od 2006 roku do listopada 2011 roku liczba etatów wzrosła średnio o 35 proc. Tak wynika z sondy przeprowadzonej przez „DGP” w 160 gminach oraz 16 największych miastach. Z takiego stanu rzeczy mogą się cieszyć tylko urzędnicy, którzy poza nauczycielami mają zagwarantowaną stabilną pracę i coroczne podwyżki.

Pięć lat temu (dane GUS) w samorządach pracowało 206 tys. osób, w 2010 r. blisko 50 tys. więcej. Co roku rzeszę urzędników zasila średnio 10 tys. nowych osób. Ten i przyszły rok będą podobne. Potwierdza to sonda „DGP”. Najwięcej nowych pracowników przybywa w dużych miastach. W Urzędzie Miasta w Białymstoku między 2006 r. a listopadem 2011 r. liczba etatów wzrosła o 93,6. W Łodzi – o 180 (z 1843 do 2023). Nowe miejsca tworzy też Urząd Miasta w Poznaniu. Tam w ciągu pięciu lat liczba etatów powiększyła się o 303 (z 1283,80 do 1586,66). Rekordzistą jest Urząd Miasta Stołecznego Warszawy. W grudniu 2006 roku było tam stworzonych 5,7 tys. etatów, obecnie już ponad 7,6 tys.

Samorządy tłumaczą wzrost zatrudnienia nowymi zadaniami narzuconymi przez rząd. W ostatnich 10 latach – prawie 60. I to do ich realizacji muszą zatrudnić nowych pracowników za własne pieniądze.

– Budżet nie przekazuje środków na pokrycie kosztów wynagrodzeń dodatkowo zatrudnionych. Jeżeli to robi, to w bardzo ograniczonym zakresie – potwierdza Michał Kondek, sekretarz miasta Sosnowiec.

Z informacji uzyskanych przez „DGP” wynika, że samorządy nie zamierzają ograniczać zatrudnienia również w 2012 roku. Dziś Urząd Miasta Warszawy poszukuje 65 kandydatów do pracy. Podobnie jest w innych miastach.

Samorządy mimo kryzysu nie zapominają o podwyżkach dla urzędników. W ciągu 5 lat ich płace wzrosły średnio o 35 proc. Dla porównania wynagrodzenie w gospodarce narodowej wzrosło o 32,4 proc. W 2012 r. pracowników samorządowych czeka kolejna podwyżka – średnio o 7 proc.

Tymi danymi zaniepokojony jest rząd. Hanna Majszczyk, wiceminister finansów, podczas Europejskiego Kongresu Gmin Wiejskich apelowała o zamrożenie płac, tak jak zrobił to rząd wobec ponad pół miliona osób zatrudnionych w państwowej sferze budżetowej. Nic nie wskazuje, by samorządy apelu posłuchały.

W Warszawie w 2006 roku było 5,7 tys. etatów, dziś jest 7,6 tys.

W gminach, powiatach i miastach wciąż rośnie zatrudnienie. Głównym powodem nie jest tworzenie etatów dla znajomych, ale nowe zadania, których z roku na rok rząd nakłada na nie coraz więcej. „DGP” przeprowadziło sondę w 16 województwach, z których losowo wybrało po 10 gmin. Sprawdziliśmy też 16 największych miast. Pytaliśmy o etaty i wynagrodzenia. Zebrane przez nas dane potwierdzają, że w większości samorządów w tym i w przyszłym roku wciąż będą wzrastały zatrudnienie i płace.

Miasta zatrudniają

Z przeprowadzonej przez „DGP” sondy wynika, że od grudnia 2006 roku do listopada tego roku nowe obowiązki co roku zmuszają samorządy do szukania nowych pracowników. W Urzędzie Miasta w Gdańsku w sprawdzanym przez nas okresie liczba etatów wzrosła o 131 (z 954 do 1085). W Urzędzie Miasta Łodzi – o 180 (z 1843 do 2023). Jeszcze większa potrzeba do tworzenia nowych miejsc pracy jest widoczna w Urzędzie Miasta w Poznaniu. Tam pojawiły się 303 nowe etaty (z 1283,80 do 1586,66). Niekwestionowanym rekordzistą jest jednak Urząd Miasta Stołecznego Warszawy. W grudniu 2006 roku miasto miało 5,7 tys. etatów, a obecnie jest ich o blisko 1,9 tys. więcej. Co więcej dane te nie uwzględniają osób przebywających na urlopie wychowawczym i bezpłatnym. Podobnie jest w innych dużych miastach.

Samorządy muszą zwiększać zatrudnienie, nawet gdyby nie chciały tego robić.

– Rada miasta i prezydent podejmowali decyzje, które miały usprawnić obsługę mieszkańców. Do tego potrzebni są ludzie – tłumaczy Wojciech Kasprzak, zastępca dyrektora wydziału organizacji Urzędu Miasta w Poznaniu.

Samorządy podkreślają jednak, że za nowymi zadaniami nie idą dodatkowe pieniądze.

Małe i średnie rosną

Liczba etatów rośnie również w małych miastach i gminach. Urząd Miejski w Grodzisku Wielkopolskim na koniec 2006 r. zatrudniał 52 osoby. Obecnie pracuje tam o 12 więcej. Miasto Chojnice zatrudniało 88 pracowników urzędu, w tej chwili 119. O 20 urzędników w badanym przez nas okresie wzrosło też zatrudnienie w Tarnowskich Górach. Małe gminy, podobnie jak duże miasta, tłumaczą wzrost zatrudnienia dodatkowymi zadaniami. I także narzekają na brak pieniędzy.

– Wprawdzie samorządy dostaną w 2012 roku z budżetu państwa około 82,5 mld zł, czyli o 3,3 proc. więcej niż w tym, ale otrzymają też nowe zadania. Często ich koszt znacznie przewyższa otrzymane wsparcie – mówi Aleksandra Gajda, sekretarz miasta Tarnowskie Góry.

Rosnącą rzeszę urzędników samorządy tłumaczą również tym, że powierzone im zadania muszą być realizowane terminowo. Opóźnienia narażają szefów urzędów na zarzut naruszenia dyscypliny finansów publicznych, a nawet utratę stanowiska.

– Większa liczba zadań zmusza samorządy do zwiększenia liczby zatrudnienia w urzędach lub dodatkowego obciążenia pracą zatrudnionych pracowników – potwierdza Mirosław Bajorek, sekretarz miasta Kolno.

Wakaty w urzędach

Samorządy nie unikną nowych zadań również w przyszłym roku. Z sondy „DGP” wynika, że w związku tym także w przyszłym roku będą szukać nowych pracowników. Już teraz Urząd Miasta Warszawy prowadzi 65 naborów, Urząd Miasta Łodzi poszukuje 22 pracowników, a Urząd Miasta w Poznaniu – dziewięciu.

Samorządy nie narzekają na brak chętnych. Głównie dlatego że proponują im stabilność zatrudnienia, wyższe pensje i co roku podwyżki co najmniej o wskaźnik inflacji. Dlatego o pracowników mogą konkurować np. z urzędami wojewódzkimi, którym trudno zatrzymać najlepsze osoby. Poza prestiżem nie mają im bowiem zbyt wiele do zaoferowania.

– Pracownicy, którzy odchodzą od nas do samorządów, na wstępie mają pensje wyższe od 500 zł do 1000 zł – potwierdza Wiesława Chojnacka, dyrektor generalna Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego.

W tym roku tylko z tego urzędu do samorządów przeszło już 10 osób.

Stałe podwyżki

Urzędy wojewódzkie przyznają, że przegrywają z samorządami, bo pensje ich pracowników zależą od zasobności budżetu centralnego. Co więcej w administracji rządowej już od czterech lat nie było podwyżek. Nie będzie ich również w 2012 roku. Inaczej jest w samorządach. Te, poza nielicznymi wyjątkami, mimo trudnej sytuacji finansowej nie chcą rezygnować ze wzrostu płac również w przyszłym roku. W krakowskim urzędzie miasta waloryzację pensji urzędników przewiduje regulamin wynagradzania wydany na podstawie zarządzenia prezydenta. Zgodnie z nim co dwa lata pensje mogą rosnąć o wskaźnik inflacji (ale nie więcej niż o 5 proc.).

– Ostatnią waloryzację przeprowadzono w urzędzie w 2010 r. Kolejna powinna więc być dokonana w kwietniu 2012 r. – mówi Barbara Skrabacz-Matusik, zastępca dyrektora wydziału organizacji i nadzoru w UM Krakowie.

Zaznacza, że wszystko jest jednak uzależnione od wysokości środków na ten cel uchwalonych przez radę miasta w przyszłorocznym budżecie.

W Urzędzie Miasta i Gminy w Swarzędzu wzrost płac przewidziany jest na poziomie 2 proc. Podwyżki o 5 proc. planuje też Urząd Miasta w Białymstoku. Trzyprocentowy wzrost płac nastąpi w Urzędzie Miasta w Skarżysku-Kamiennej.

Z wieloletnich prognoz finansowych przygotowywanych przez samorządy wynika, że w 2012 r. ich pracownicy mogą spodziewać się podwyżek średnio o 7 proc. Obok nauczycieli to jedyna grupa zatrudniona w administracji publicznej, która może liczyć na wzrost wynagrodzeń.

Z naszej sondy wynika, że w ciągu ostatnich pięciu lat średnie płace w gminach (w zależności od wielkości) wzrosły o 35 proc. Średnia płaca np. w urzędach miast Poznania i Kielc wzrosła o 500 zł, w Warszawie o 841 zł (z 3991 zł do 4823 zł).

Zaobserwowaliśmy też jeszcze jedną ciekawą prawidłowość. Okazało się, że małym gminom jest łatwiej wygospodarować pieniądze na podwyżki niż w dużych miastach. W Urzędzie Miasta Grodzisk Wielkopolski w 2007 roku (brak danych za rok poprzedni) średnia płaca wynosiła 2,7 tys. zł, a obecnie już 5 tys. zł. W Urzędzie Miasta Zambrów w grudniu 2006 r. wynosiła 3,6 tys., a obecnie jest wyższa o 2 tys. Urząd tłumaczy się, że pod koniec roku zawsze wypłaca pracownikom z zaoszczędzonych funduszy jednorazowy dodatek specjalny w wysokości 40 proc. wynagrodzenia.

Apelują o rozwagę

Samorządowych podwyżek przeraził się nawet rząd. Uważa on, że skoro płace zostały zamrożone dla ponad pół miliona pracowników państwowej sfery budżetowej, to podobnie powinny zrobić gminy, powiaty i miasta.

O zamrożenie płac w samorządach apelowała Hanna Majszczyk, wiceminister finansów, podczas Europejskiego Kongresu Gmin Wiejskich, który odbył się pod koniec października.

Według niej wzrosty wynagrodzeń są zauważalne nie tylko w sprawozdaniach, które samorządy przesyłają do resortu finansów, ale też w związku z przepływem kadr, które odchodzą z administracji rządowej do samorządowej. Powodem są wyższe zarobki.

Wystąpienie pani minister, potwierdził „DGP” Zdzisław Wasążnik, dyrektor departamentu finansów samorządu terytorialnego w Ministerstwie Finansów.

– Jeśli samorządy zamierzają podejmować inwestycje i sięgać po środki europejskie, powinny prowadzić racjonalną gospodarkę finansową, która wymaga dyscypliny również w zakresie wydatków bieżących – mówi.

Dodał, że decyzja o zamrożeniu płac pracowników jest jednym z możliwych rozwiązań, jakie powinny zastosować.