Niemcy chcą naszych robotników. Oferują pensje nawet o 15 proc. wyższe niż pół roku temu.
Publikacja: 9 listopada 2011, 06:30 Aktualizacja: 9 listopada 2011, 07:48
Niemieckie firmy wciąż poszukują pracowników z Polski. Liczyły, że za Odrę po otwarciu od maja tamtejszego rynku pracy ruszy fala fachowców. A wyjechało niewiele ponad 20 tys. osób.
W tym tygodniu ruszyła pierwsza w Polsce internetowa giełda pracy, na której przedsiębiorcy zza Odry publikują oferty dla naszych pracowników (www.workport24.com). Mają z niej korzystać głównie małe i średnie firmy, które szukają rąk do pracy, ale nie stać ich na fachową rekrutację przeprowadzaną przed duże agencje pośrednictwa. Ogłaszać mogą się też Polacy, którzy poszukują zatrudnienia.
Portal powstał z inicjatywy kilku niemieckich organizacji pracodawców i agencji pośrednictwa Work Sevice. Jej przedstawiciel Krzysztof Ingot zapewnia, że wszyscy pracodawcy są weryfikowani. – Nie ma więc zagrożenia, że robotnik z Polski będzie wykorzystywany czy traktowany gorzej niż rodowity Niemiec – mówi. Kandydat na pracownika za ogłoszenie nic nie płaci, natomiast przedsiębiorca za anons i dostęp do bazy danych musi uiścić kilkanaście euro.
Zainteresowanie niemieckich przedsiębiorców pracownikami z Polski potwierdza także Iwona Makowiecka z Polsko-Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej we Wrocławiu. – Mamy po kilkanaście zapytań od pracodawców z Saksonii czy Brandenburgii co miesiąc, ale my nie zajmujemy się pośrednictwem – mówi. Przemysław Osuch, menedżer z agencji pośrednictwa pracy Adecco, zwraca uwagę, że niemieckie przedsiębiorstwa są nawet gotowe ponieść wyższe koszty, byleby ściągnąć do siebie naszych rodaków. – Firmy, które zleciły nam rekrutację, gotowe są dziś płacić nawet 10 – 15 proc. więcej niż jeszcze pół roku temu – mówi Osuch.
Od maja do Niemiec wyjechało ponad 20 tys. Polaków – szacuje niemiecki Centralny Rejestr Obcokrajowców. To trzy razy mniej, niż prognozował nasz resort pracy, i znacznie mniej, niż wynoszą dziś potrzeby tamtejszego biznesu. Z danych Instytutu Badań nad Rynkiem Pracy wynika, że fachowców i specjalistów poszukuje dziś ponad 70 proc. niemieckich firm. I choć ostatnie prognozy gospodarcze mówią o spowolnieniu wzrostu PKB u naszych sąsiadów z 3 do 0,8 proc., to eksperci uważają, że rąk do pracy w dalszym ciągu będzie tam brakować. Bezrobocie za Odrą spadło we wrześniu do zaledwie 5,9 proc.
Zapotrzebowanie na pracowników jest tak duże, że Polacy mogą dziś negocjować pensje i warunki pracy. Coraz więcej firm gotowych jest także finansować naszym rodakom doszkalające kursy zawodowe i językowe, pomagać w wynajęciu mieszkania, a nawet płacić po kilkadziesiąt euro dziennie tzw. rozłąkowego. To rodzaj premii, która sprawia, że pensje polskich pracowników równają się z zarobkami ich niemieckich kolegów. Dobry elektryk, ślusarz czy mechanik może zarobić dziś ponad 2 tys. euro miesięcznie. Na jeszcze lepsze warunki mogą liczyć specjaliści: lekarze, inżynierowie, informatycy czy technicy opracowujący dokumentację budowlaną. Ich pensje zaczynają się od 4 tys. euro miesięcznie, ale ci z doświadczeniem i dobrą znajomością języka mogą zarobić 6 – 8 tys. euro.
Niewykluczone więc, że chętnych do wyjazdu będzie przybywać. Zwłaszcza że prognozy dotyczące polskiego rynku pracy wcale nie są optymistyczne. Ekonomiści spodziewają się, że w październiku będzie wyższe niż obecne 11,8 proc., co jest m.in. związane z zakończeniem prac sezonowych w rolnictwie. Piotr Bujak, ekonomista z Raiffeisen Banku, uważa nawet, że pod koniec roku stopa bezrobocia przekroczy 12,5. To zaś oznacza, że liczba bezrobotnych wzrośnie o 150 tys.
źródło:
Dziennik Gazeta Prawna
1: Jasiek. z IP: 87.149.112.* (2011-11-09 15:59)
Jako Polak, pracujący w Niemczech, potwierdzam, że w Niemczech dobry fachowiec może zarobić naprawdę niemałe pieniądze. Powiem więcej, tylko dobry fachowiec, bo Niemcy nie poszukują pracowników bez udokumentowanych kwalifikacji. W Niemczech najważniejsza jest praktyka, przebieg kariery zawodowej i dlatego takie stawki. Bo prawda jest taka, że ja i w Polsce zarabiałem (jak na polskie warunki) dużo. Fachowcy nie chcą wyjeżdżać, bo nie muszą, absolwentów natomiast stawki nie skuszą, ci mogą liczyć co najwyżej na zdobywanie doświadczenia w tzw. Leitfirmach (pośrednicy od pracy tymczasowej) za niewielkie pieniądze. I koło się zamyka. Fachowcy wyjechać nie chcą, a niefachowców nie chcą Niemcy.
Na marginesie. Niezmiernie ważna jest znajomość języka i to niemieckiego, a nie angielskiego. To też jest przyczyna małego udziału pracowników z Polski w niemieckim rynku pracy.

Trzeba załatać lukę w systemie i tak zaktualizować dane, aby do centralnego wykazu ubezpieczonych trafiło 1,3 mln najmłodszych Polaków, którzy nie mają dziś do tego tytułu.
Która instytucja powinna Twoim zdaniem mieć najszerszy dostęp do informacji dot. obywateli?