Jeśli przedsiębiorca podpisze z pracownikiem trzecią umowę na czas określony, z mocy prawa przekształci się ona w stały kontrakt. Tak przewiduje art. 251 kodeksu pracy, który będzie ponownie obowiązywać firmy od 1 stycznia 2012 r. Stanie się tak, bo wtedy przestanie obowiązywać ustawa antykryzysowa.

Wadliwe zmiany

Zgodnie z ustawą z 1 lipca 2009 r. o łagodzeniu skutków kryzysu ekonomicznego dla pracowników i przedsiębiorców (Dz.U. nr 125, poz. 1035 z późn. zm.) w okresie od 22 sierpnia 2009 r. do końca 2011 r. przedsiębiorcy mogą zawierać dowolną liczbę terminowych umów o pracę, ale na okres nie dłuższy niż 24 miesiące. Rozwiązanie to miało ułatwić firmom prowadzenie działalności w czasie spowolnienia gospodarczego. Od 1 stycznia ponownie będzie dotyczyć ich kodeksowe ograniczenie możliwości zawierania kolejnych umów o pracę.

– W praktyce ustawa antykryzysowa jest tak nieprecyzyjna, że zamiast pomóc pracodawcom, przysporzyła im problemów. Na przyszłość rządzący nie powinni wprowadzać tak nieprzygotowanych zmian – mówi Sławomir Paruch, wspólnik w Kancelarii Sołtysiński Kawecki & Szlęzak.

Która umowa?

Przepisy nie określają np., jak art. 251 należy stosować w przypadku kolejnych terminowych umów o pracę, które będą trwały 1 stycznia. Może się bowiem zdarzyć, że w tym dniu firmę i pracownika łączy np. trzecia terminowa umowa. Ustawa antykryzysowa dopuszcza bowiem możliwości zawierania nieograniczonej liczby terminowych umów, pod warunkiem że zatrudnienie na ich podstawie nie przekroczy 24 miesięcy.

– Nie oznacza to jednak, że na podstawie art. 251 umowa taka przekształci się w stały kontrakt, skoro to już trzeci z tym samym pracownikiem. Umowy na czas określony zawarte w okresie obowiązywania ustawy antykryzysowej nie będą zaliczane jako kolejne umowy w rozumieniu art. 251 k.p. – mówi Grzegorz Ruszczyk, radca prawny z Kancelarii Raczkowski i Wspólnicy.

Co więcej, umowa na czas określony zawarta z firmą, która obowiązuje 1 stycznia 2012 r., nie będzie nawet pierwszą umową terminową w rozumieniu k.p. Pierwszym kontraktem będzie dopiero ten zawarty po 1 stycznia 2012 r., czyli gdy firmy obowiązuje już ponownie art. 251 k.p. (w omawianym przykładzie za pierwszą umowę należałoby zatem uznać w praktyce czwartą umowę podpisaną z tym samym pracownikiem – jeśli obie strony ją zawrą). Tak wynika z orzecznictwa sądowego. W przeszłości stosowanie art. 251 k.p. już raz było zawieszone – w okresie od 29 listopada 2002 r. do 1 maja 2004 r. (wiązało się to z akcesem Polski do UE).

W wyroku z 13 stycznia 2005 r. Sąd Najwyższy uznał, że zawieszenie dotyczyło umów zawartych po 29 listopada 2002 r., a przed wejściem Polski do Unii Europejskiej (sygn. II PK 113/04, OSNP 2005/16/244). Tym samym można uznać, że również ustawa antykryzysowa dotyczy umów zawartych od 22 sierpnia 2009 r. do 31 grudnia 2011 r.

Dodatkowo wcześniej w uchwale w składzie siedmiu sędziów z 16 kwietnia 1998 r. (sygn. III ZP 52/97, OSNAPiUS 1998, nr 19, poz. 588) Sąd Najwyższy przedstawił wykładnię, że zawarcie trzeciej, kolejnej umowy o pracę na czas określony jest równoznaczne w skutkach prawnych z nawiązaniem umowy o pracę na czas nieokreślony, jeżeli dwie poprzednie terminowe umowy o pracę zosta

ły zawarte, począwszy od wejścia w życie art. 251 k.p. Można więc wnioskować, że również w przypadku firm trzy kolejne umowy o pracę na czas określony należy liczyć od momentu zawarcia pierwszej z nich po 31 grudnia 2011 r., czyli od momentu, gdy znów dotyczy je art. 251 k.p.

Skrzywdzeni podwładni

Skutki obowiązywania ustawy antykryzysowej mogą być zatem bardzo niekorzystne dla pracowników. W praktyce może się bowiem zdarzyć, że w momencie wejścia w życie ustawy antykryzysowej (22 sierpnia 2009 r.) osoba była zatrudniona np. na podstawie drugiej, kolejnej umowy na czas określony. Gdyby nie nowe przepisy, jej trzecia umowa przekształciłaby się w stały kontrakt (o ile pracodawca zdecydowałby się na jej podpisanie). Ale na podstawie ustawy antykryzysowej firma mogła zawrzeć z nią nawet np. pięć kolejnych umów terminowych bez obawy o takie przekształcenie. Dopiero jeśli zatrudnienie od 22 sierpnia 2009 r. przekroczyło dwa lata, pracownik może wystąpić do sądu o ustalenie, że z firmą łączy go już stała umowa (przepisy są na tyle niejasne, że sam pracodawca raczej nie uzna tego faktu). Jeśli tego nie zrobi, dopiero umowa na czas określony zawarta po 31 grudnia 2011 r. będzie traktowana jako pierwsza w rozumieniu art. 251 k.p., mimo że w praktyce jest to już np. 8. kolejna umowa z tym samym pracownikiem. Wówczas dopiero 10. umowa czasowa pracownika przekształci się w stały kontrakt – pod warunkiem że w tym czasie nie zmienią się przepisy. Pracownicy mogą więc czuć się pokrzywdzeni zmianami legislacyjnymi.

– Nie daje to jednak pracownikom podstawy do starania się o zbadanie zgodności tych przepisów z konstytucją. Mimo zmian w prawie nadal przewidywało ono ograniczenie możliwości zawierania terminowych umów o pracę przez firmy, tyle że w różny sposób na podstawie k.p., a w inny na podstawie ustawy antykryzysowej – tłumaczy Katarzyna Dulewicz, radca prawny i partner CMS Cameron McKenna.

Lepsza ochrona

Wprowadzenie ustawy antykryzysowej wskazało jednak, jak bardzo iluzoryczna jest ochrona warunków pracy wynikająca z art. 251. Wystarczy zmienić na krótki czas przepisy (a działo się to już dwukrotnie), aby terminowe umowy wielu osób z 3,4 mln pracujących na czas określony nie przekształcały się w stałe kontrakty.

– Prawdziwym ograniczeniem pracy na czas określony byłoby wprowadzenie prostej zasady: zatrudnienie na tej podstawie nie może przekraczać np. 3 lat – mówi Sławomir Paruch.

Podkreśla, że w przeciwnym razie pracownikom pozostanie udowadnianie przed sądem, że np. wykonywali pracę w warunkach charakterystycznych dla zatrudnienia stałego, a pracodawca podpisywał z nimi okresowe kontrakty tylko z chęci uniknięcia lepszych warunków zatrudnienia, które wiążą się z umową na czas nieokreślony.

– Jeśli jakaś praca ma być wykonywana na stałe, to pracodawca nie może zatrudniać do niej osoby na podstawie terminowego kontraktu – dodaje Grzegorz Ruszczyk.