Najwyższa pora ukrócić przywileje związane z przyznawaniem rent rodzinnych. Nie może tak być dalej, aby pięćdziesięcioletnie, zdolne do pracy kobiety przez 10 lat nie pracowały zawodowo, i to w czasie, kiedy ich rówieśniczki muszą być aktywne zawodowo. Takie kobiety średnio otrzymują takie świadczenia przez 30 lat – mówi Jeremi Mordasewicz, ekspert ubezpieczeniowy Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych „Lewiatan”, członek Rady Nadzorczej ZUS.

Biała księga

Zmiany zasad przyznawania rent rodzinnych wdowom i wdowcom proponuje rządowi PKPP Lewiatan w białej księdze. Pracodawcy teoretycznie proponują podniesienie minimalnego wieku uprawniającego do renty po śmierci małżonka do ustawowego wieku emerytalnego. W praktyce jednak oznacza to, że osoby dotychczas uprawnione do rent rodzinnych faktycznie stracą do nich prawo. Obecnie wdowiec lub wdowa mogą przejść na takie świadczenie w wieku 50 lat.

– Jeśli osoby te będą musiały pracować do osiągnięcia powszechnego wieku emerytalnego, to w praktyce to oznacza odebranie im prawa do świadczeń. Nie wiadomo bowiem, na jakich zasadach na przykład kobieta, która nigdy nie pracowała i zajmowała się tylko domem, po śmierci męża utrzymującego rodzinę, miałaby zacząć pracę zawodową. Nie sądzę, aby pracodawca ją zatrudnił, po to aby mogła wypracować lata brakujące do emerytury – mówi Wiesława Taranowska, wiceprzewodnicząca OPZZ, członek Rady Nadzorczej ZUS.

Przeciwna takiemu rozwiązaniu jest także Joanna Staręga-Piasek, dyrektor Instytutu Rozwoju Służb Socjalnych.

– Nie można zmieniać przepisów, nie znając negatywnych efektów proponowanych zmian. Zabierając bowiem prawo do renty rodzinnej, musimy się bowiem liczyć z koniecznością udzielania pomocy socjalnej lub wypłaty minimalnej emerytury gwarantowanej przez państwo – mówi Joanna Staręga-Piasek.

Koniec wyboru

Pracodawcy proponują także, aby ograniczyć możliwość wyboru między rentą rodzinną a emeryturą w przypadku wdowców lub wdów mających już prawo do drugiego z tych świadczeń.

– Nie ma żadnego powodu, aby osoba po osiągnięciu powszechnego wieku emerytalnego, mając własną emeryturę, rezygnowała z niej na rzecz renty rodzinnej po zmarłym współmałżonku – mówi Jeremi Mordasewicz.

Wskazuje, że nieprawdziwy jest argument, że mężowie, wpłacając składki ubezpieczeniowe, już zgromadzili kwotę niezbędną do wypłaty rent rodzinnych. Obecnie kobieta po przejściu na emeryturę może złożyć wniosek o wypłatę jej renty rodzinnej. Będąca w takiej sytuacji osoba otrzymuje 85 proc. świadczenia, które przysługiwałoby zmarłemu. Ze względu na to, że mężczyźni dłużej pracują zawodowo niż kobiety i więcej zarabiają, to i tak na ich konto wpływa wyższa kwota, niż gdyby otrzymywała swoją emeryturę.

– Składki wpłacone przez mężczyznę są zdecydowanie niedostateczne, aby sfinansować tak długie świadczenia otrzymywane przez kobietę – dodaje.

Podobnie uważa Agnieszka Chłoń-Domińczak, ekspert ubezpieczeniowy, była wiceminister pracy i polityki społecznej.

– W niektórych krajach takich jak Szwecja każdy otrzymuje świadczenie wypracowane wyłącznie przez siebie. Podobnie powinno być w Polsce – dodaje.