„Jestem mamą pięciolatka, który musiał przerwać swoje dzieciństwo i iść do szkoły. Przez pierwsze dni, będąc z nim w szkole, widziałam frustrację nauczycielki, która nie mogła ogarnąć jednej klasy łączącej dwa roczniki. W szkole nie ma odpowiednich toalet, zabawek, miejsc do zabawy, boiska, stołówki i wielu innych rzeczy, które nas rodziców bardzo martwią” – pisze Patrycja.

„Trójka naszych młodszych dzieci chodzi do małej osiedlowej szkoły. Zaciszne miejsce, małe klasy, dobry poziom – bardzo miła szkoła. Tak było do tego roku. Dzięki tzw. reformie i przymusowemu posłaniu pięciolatków do zerówki ta idylla się skończyła! Zamiast jednej zerówki trzeba było utworzyć dwie. Sale lekcyjne są w przerobionych pomieszczeniach w piwnicy. Świetlicę również przeniesiono do piwnicy. Za rok, gdy zamiast dwóch klas pierwszych powstaną cztery, poza urokiem nauki w piwnicy nasze dzieci zasmakują uroku pracy zmianowej” – piszą rodzice pięciolatka.

Od czasu wyborów rząd o sprawie się nie wypowiada

Rodzice wytykają szkołom przepełnione świetlice, brak środków higienicznych, brak placów zabaw. Zastanawiają się, jak poradzą sobie te szkoły, gdy będą musiały przyjąć skumulowane dwa roczniki, czyli te dzieci, które obecnie uczą się w przedszkolnych zerówkach. Podnoszą argument, że podwojony rocznik utrudni im rekrutację do gimnazjum, liceum, a potem na studia. Obawiają się, że trudniej im będzie na rynku pracy.

Wskazują też na inne zagrożenie. Dwa roczniki w szkołach mogą sprawić, że w jednej klasie znajdą się dzieci, między którymi będą blisko dwa lata różnicy, to może utrudnić także wewnętrzną rywalizację np. w dostępie do klas sportowych czy w olimpiadach przedmiotowych.

– Przygotowanie szkół do reformy potrwa kilka lat i wymaga nakładów nawet kilku miliardów złotych. Gminy na ten cel pieniędzy nie znajdą, bo coraz bardziej obciążają je wydatki na przedszkola niepubliczne. Te mniejsze na edukację wydają nawet 60 proc. swoich rocznych budżetów – mówi Marek Olszewski, wiceszef Związku Gmin Wiejskich. Na razie nie wiadomo, jak MEN zamierza wybrnąć z sytuacji. Na nasze pytania w tej sprawie resort nie odpowiedział. W trakcie kampanii premier Donald Tusk zapowiedział, że obniżenie wieku szkolnego zostanie przełożone o rok. Od czasu ogłoszenia wyniku wyborów nikt z rządu na ten temat się nie wypowiedział.

Henryk Samsonowicz, profesor, minister edukacji narodowej w rządzie Tadeusza Mazowieckiego

Jestem zwolennikiem obniżenia wieku szkolnego, ale aby ta reforma została przeprowadzona, dzieci muszą mieć zapewnione odpowiednie sale, program dydaktyczny, wyspecjalizowaną kadrę oraz właściwą opiekę. Na to wszystko muszą się znaleźć pieniądze, w innym przypadku, o czym ten rząd już się przekonał, ta reforma się nie powiedzie. Resort edukacji, przesuwając w czasie wejście sześciolatków do szkół, musi zaproponować coś dla tych pięciolatków, które są obecnie w zerówce, a za rok nie pójdą do szkoły. Powinien powstać dla nich specjalny program edukacyjny, tak aby nie powtarzały podstawy programowej, którą już raz przerobiły.