Jest więc lepiej, niż sugerują badania aktywności ekonomicznej ludności GUS. Bo według nich 25 – 35 proc. zarejestrowanych bezrobotnych nie poszukuje zatrudnienia. Jest też zdecydowanie lepiej, niż wynika z upowszechnianych w mediach opinii, jakoby aż ponad połowa bezrobotnych nie była zainteresowana pracą, a jedynie ubezpieczeniem zdrowotnym. Choć badania NBP potwierdzają, że w urzędach pracy jest zarejestrowanych co najmniej kilkaset tysięcy osób, które pracy nie szukają. – Wyniki badań NBP są zgodne z ustaleniami Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych i obalają mit, że większość bezrobotnych nie chce pracować – mówi prof. Mieczysław Kabaj z IPiSS.

2 – 3 proc. bezrobotnych chce założyć firmę

Bezrobotni są też realistami. Ich oczekiwania płacowe nie są nadmierne i nie odbiegają znacząco od tego, co oferuje rynek. Przeciętna oczekiwana płaca netto osób bezrobotnych wynosi 1630 zł i jest o blisko 7 proc. wyższa od oferowanej przez pracodawców – wyliczył NBP. Przy tym osoby bez płatnego zajęcia skłonne są zaakceptować wynagrodzenie o prawie 5 proc. niższe niż to, które otrzymywały, gdy jeszcze miały pracę.

Z badań NBP wynika również, że 2 – 3 proc. bezrobotnych jest zainteresowanych prowadzeniem działalności gospodarczej. To aż dziesięciokrotnie przekracza obecną skalę wsparcia w ramach Funduszu Pracy oraz ze środków unijnych dla tych, którzy mają pomysł na własny biznes. Idzie też pod prąd mitowi o bierności bezrobotnych. – Szkoda, że w tym roku zdecydowanie zmniejszono środki na tworzenie firm przez bezrobotnych. Tym bardziej że w wielu miejscowościach jest to jedyna szansa na podjęcie pracy – ocenia Urszula Kryńska, ekonomistka z Banku Millennium.

Jest też druga strona medalu. Aż 40 proc. bezrobotnych ocenia, że pracodawcy nie są zainteresowani ich kwalifikacjami. A jedynie 12 proc. osób bez zajęcia jest z własnej inicjatywy zainteresowanych przekwalifikowaniem, jeśli uzyskałyby dofinansowanie z Funduszu Pracy oraz Europejskiego Funduszu Społecznego. A tych środków, zwłaszcza od tego roku, jest niewiele. – To rozczarowuje bezrobotnych i może zniechęcać do poszukiwania pracy – ocenia Karolina Sędzimir, ekonomistka PKO BP.

Według badań NBP prawie 87 proc. bezrobotnych deklaruje gotowość dojeżdżania do miejsca pracy. A ci, którzy oczekują jej w pobliżu miejsca zamieszkania, tłumaczą, że zmusza ich do tego konieczność zapewnienia opieki innym osobom lub brak pieniędzy na dojazdy. – Tak wysoki odsetek jest tylko deklaratywny. Mobilność Polaków za pracą nie jest mała. Ograniczają ją jednak wysokie koszty m.in. wynajmu mieszkań i na przykład zła infrastruktura komunikacyjna – podkreśla prof. Elżbieta Kryńska z Uniwersytetu Łódzkiego. Jej zdaniem w obecnych warunkach to cud, że Polacy się przemieszczają za pracą.

Równocześnie większość bezrobotnych poszukuje pracy samodzielnie, bo w jej znajdowaniu urzędy pracy odgrywają niewielką rolę. – Głównie dlatego, że struktura zatrudnienia w urzędach pracy jest anachroniczna. Wśród 20 tys. ich pracowników zaledwie 5 tys. zajmuje się tym, czym powinno, czyli pośrednictwem i doradztwem zawodowym. To dlatego te urzędy są mało sprawne w aktywizacji bezrobotnych – twierdzi prof. Kabaj. Dodaje, że w krajach rozwiniętych średnio 40 proc. pracowników urzędów pracy zajmuje się pośrednictwem i doradztwem zawodowym. I dlatego znajdują dużą miejsc pracy bezrobotnym albo tak ich przygotowują, że sami mogą znaleźć zatrudnienie.

Sytuacja na rynku coraz gorsza

Analitycy spodziewają się, że z miesiąca na miesiąc sytuacja na rynku pracy będzie coraz trudniejsza, bo przy obecnych turbulencjach w gospodarce światowej przedsiębiorcy tworzą mało miejsc pracy, a część z nich nawet ogranicza zatrudnienie. Będzie więc przybywać bezrobotnych. Nie mogą oni jednak liczyć na większe wsparcie państwa. Po ograniczeniu w tym roku, w porównaniu z rokiem poprzednim aż o 54 proc. środków Fundusz Pracy na aktywne formy przeciwdziałania bezrobociu, w roku przyszłym będzie ich tylko 3,4 mld zł – o zaledwie 200 mln zł więcej niż w 2010 r. Może się więc okazać, że znów dla dużej części bezrobotnych będzie brakowało pieniędzy na staże, szkolenia poprawiające ich sytuację na rynku pracy albo na otwarcie własnego biznesu. Bezrobotni ci będą więc musieli czekać na poprawę koniunktury gospodarczej, która jak twierdzą eksperci, szybko nie nastąpi.