Tworzenie nowego rządu to dobra okazja do zmniejszenia zatrudnienia w administracji. Tym lepsza, że część ministerstw będzie połączona lub podzielona na mniejsze. Z sondy przeprowadzonej przez „DGP” wśród 17 ministerstw i 16 urzędów wojewódzkich wynika jednak, że ich szefowie wypowiadanie umów traktują jako ostateczność i jak mogą, starają się tego uniknąć.

Dobrowolne odejścia

Nawet zalecenie premiera, aby ciąć etaty, nie dodało odwagi dyrektorom generalnym. Są takie urzędy, które od początku roku nie zdecydowały się na zwolnienie z własnej inicjatywy ani jednego pracownika. Tak jest np. w świętokrzyskim Urzędzie Wojewódzkim.

– Nie zwalniamy. Czekamy, aż pracownicy sami zdecydują się na odejście. Nie przedłużamy też umów okresowych – mówi Agata Wojda, ze świętokrzyskiego Urzędu Wojewódzkiego.

Podobnie jest w kujawsko-pomorskim Urzędzie Wojewódzkim. W lubelskim i opolskim od początku roku pracę straciła tylko jedna osoba, w śląskim dwie, w podkarpackim i warmińsko-mazurskim trzy, a w szczecińskim cztery.

Niechęć do zwalniania z własnej inicjatywy jest też widoczna w ministerstwach. Od początku roku na taki ruch nie zdecydował się resort zdrowia, który nie wypowiedział umowy o pracę ani jednej osobie. Tylko trzech pracowników w ten sposób straciło pracę w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej, a w Ministerstwie Obrony Narodowej – czterech.

W resorcie finansów od stycznia z urzędu odeszły 194 osoby, ale tylko 11 z nich wypowiedziano umowy. W resorcie infrastruktury na 100 pracowników, którzy odeszli od początku roku, takich wypowiedzeń było tylko 9.

– Urzędy często nakłaniają pracowników do odejścia z pracy za porozumieniem stron, aby mieć gwarancje, że nie pójdą do sądu z żądaniem odszkodowania – mówi Aleksander Proksa, radca prawny, były prezes Rządowego Centrum Legislacji.

Dodaje, że dla urzędników takie rozwiązanie również jest korzystne. W świadectwie pracy nie mają wpisane, że wypowiedziano im umowy.

Zwalnianie urzędników

Zwalnianie urzędników

źródło: DGP

Płacą za odwagę

Tylko nieliczne urzędy nie czekają, aż podwładni odejdą z pracy z własnej woli. W mazowieckim Urzędzie Wojewódzkim od początku roku wypowiedziano stosunek pracy 22 pracownikom. Ale pięciu z nich zdecydowało się pójść do sądu

Dla porównania warto wskazać, że na wszystkich zwolnionych z mazowieckiego urzędu w ciągu ostatnich czterech lat sprawy do sądów skierowało 26 pracowników. Do tej pory przywrócono do pracy jednego, a czterem wypłacono odszkodowanie. Pozostałe sprawy są w toku.

– Nie trzymamy słabych pracowników, więc ich zwalniamy. Musimy się liczyć z sądowymi odszkodowaniami i nawet przywróceniem do pracy – mówi Wiesława Chojnacka, dyrektor generalny mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego

W urzędach przyznają, że nie zawsze można stwierdzić, czy zwolnienia są do końca zasadne i podyktowane merytorycznymi kryteriami.

– Dyrektor generalny wypowiada umowy o pracę, ale to kierownicy poszczególnych komórek typują określoną liczbę pracowników do zwolnienia – wyjaśnia Małgorzata Woźniak, rzecznik Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji (MSWiA).

Podkreśla, że przywrócenie do pracy i odszkodowania wynikają często z tego powodu, że urzędy nie zawsze trafnie wyznaczą osoby do odejścia. Od początku roku na 74 zwolnionych z MSWiA 14 skierowało pozwy przeciwko resortowi.