– Chcemy, aby uczelnie jasno określiły, za co i jakie opłaty pobierają. Żeby gwarantowały ukończenie nauki w trybie i miejscu, w jakim student ją rozpoczął. W innym wypadku mógłby dochodzić swoich roszczeń w trybie cywilno-prawnym. Domagamy się też precyzyjnego określenia standardów kształcenia. Dotyczy to programu, jak i kadry, która będzie go wykładała – mówi Tomasz Lewicki, dyrektor działu prawnego Parlamentu Studentów.

Środowisko akademickie przekonuje, że chce dać studentom takie gwarancje.

Temat pojawił się przy okazji praktycznego zastosowania od 1 października tego roku nowelizacji ustawy o szkolnictwie wyższym. Znalazł się w niej przepis, że warunki odpłatności za studia lub usługi edukacyjne określa umowa zawarta między uczelnią a studentem. Chodzi m.in. o opłaty pobierane na studiach stacjonarnych za drugi kierunek studiów, powtarzanie zajęć czy studia prowadzone w języku obcym. I tu pojawił się problem.

Zdaniem żaków to obliguje uczelnie, aby takie umowy podpisywały z każdym studentem. Inaczej uważają uczelnie – chcą podpisywać umowy tylko z tymi, którzy muszą wnosić opłaty.

– Chcemy, aby umowy były podpisywane od razu, tak aby studenci od początku pierwszego roku wiedzieli, czego mogą się spodziewać – wskazuje przewodnicząca Parlamentu Studentów Dominika Kita. Parlament chce, aby uczelnie zawarły umowy ze studentami do 10 grudnia. W innym wypadku zapowiada akcję protestacyjną.

Wyjściem z sytuacji mają być zmiany w regulaminach studiów. – To one zgodnie z ustawą regulują ich organizację oraz tok i to one powinny zawierać oczekiwane przez studentów gwarancje –przekonuje prof. Jerzy Woźnicki, szef Fundacji Rektorów Polskich. Z kolei prof. Katarzyna Chałasińska-Macukow, rektor UW i szefowa Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich, dodaje, że ważniejsze od umów dotyczących opłat za niektóre dodatkowe usługi edukacyjne są gwarancje, że studia będą się odbywały na właściwym poziomie i według założonego programu.

O tym samym mówi Tomasz Lewicki. – Zależy nam na tym, aby student na początku nauki mógł skalkulować całkowity koszt swojej edukacji, dowiedział się, kto i czego go nauczy, oraz miał zabezpieczenie, że ukończy rozpoczęty kierunek, nawet wtedy gdy uczelnia uzna, że już nie opłaca się go dalej prowadzić – przekonuje Lewicki.

Były już bowiem takie przypadki, że uczelnie zamykały kierunki, w trakcie gdy kształcili się na nich studenci. Dochodziło także do wykorzystywania nazwisk uznanych naukowców, którymi uczelnia przyciągała studentów. A ci pojawiali się jedynie na wykładach inauguracyjnych. Prof. Woźnicki przekonuje, że zmiany będą skuteczne, jeżeli zostaną wprowadzone mocą rozporządzenia.

– Minister może w nim określić, co powinien zawierać regulamin studiów. To będzie gwarancja, że uczelnie będą musiały respektować ustalenia ze studentami – dodaje Woźnicki. Teraz piłka jest po stronie studentów. W najbliższą sobotę stanowisko KRASP zostanie przedstawione na zjeździe Parlamentu Studentów. Do dyskusji między stronami ma dojść w przyszłym tygodniu.

Student od początku powinien móc skalkulować całkowity koszt swojej edukacji