zaloguj się do e-DGP
statystyki

Przekleństwa oświatowych zmian

skomentuj

Sześciolatki trafią obowiązkowo do szkół od września 2013 r. – brzmi deklaracja rządu. Tyle że deklaracje to za mało. Reforma jest bowiem systemem naczyń połączonych. To kwestia programów nauczania, obowiązku przedszkolnego dla młodszych dzieci, przygotowania samorządów i nauczycieli.

Publikacja: 6 października 2011, 03:00 Aktualizacja: 6 października 2011, 11:33

Zmiana ustawy o systemie oświaty jest właściwie przesądzona. Chcą jej wszystkie liczące się ugrupowania polityczne. Muszą jednak zrozumieć, że to dopiero początek drogi. Sejm, który zajmie się nowelą, musi działać szybko, przewidywać – dalekosiężne – skutki swych decyzji. Posłowie muszą też na tę reformę znaleźć pieniądze. Bo bez nich reformy nie ma.

Pokazała to m.in. sytuacja z września: tylko co czwarty rodzic, który miał możliwość, posłał sześciolatka do szkoły, reszta się bała. A rodzice przedszkolaków protestowali, bo byli zbulwersowani wysokością opłat za opiekę nad ich dziećmi. Te sprawy są ze sobą związane, bo obniżenie wieku szkolnego oznacza objęcie opieką przedszkolną pięciolatków. Pozornie sprawa wydaje się prosta: sześciolatek idzie do I klasy, a jego miejsce w zerówce zajmuje pięciolatek. Programy nauczania zostały zmodyfikowane.

Ale rzeczywistość jest bardziej skomplikowana. Szkolne zerówki przygotowane do edukacji maluchów przekształcono w klasy pierwsze lub świetlice – miejsca dla pięciolatków są zatem tylko w przedszkolach. Te nie mogą odmówić ich przyjęcia, więc redukują liczbę miejsc dla młodszych dzieci albo zatrudniają dodatkową kadrę.

I tu zaczynają się schody dla samorządów, bo to one finansują opiekę przedszkolną, nie państwo. Ono tylko wymaga, np. aby przedszkolanki były zatrudnione na podstawie Karty nauczyciela, która w sztywny sposób określa płace. Za podwyżki, które rozdał rząd, też zapłacić musi gmina.

Inna sprawa, że nie każda gmina ma przedszkole. Wtedy pięciolatek idzie do placówki w sąsiedniej gminie. Jeździ tam gimbusem niekiedy z dziećmi 2 – 3 razy starszymi od siebie.

Infrastruktura szkolna nie wygląda lepiej. Brakuje świetlic, szatni, odpowiednio wyposażonych łazienek, placów zabaw. Informował o tym główny inspektor sanitarny. Na przygotowanie szkół do tej reformy pieniądze miał dać rząd, ale nie dał, bo kryzys. Miał pomóc program „Radosna szkoła”, ale jego wymagania zostały tak ustalone, że wybudowanie placu czy miejsca zabaw z dofinansowaniem państwa jest dwukrotnie droższe niż bez programu. – Na dostosowanie infrastruktury do tej reformy potrzeba kilku miliardów złotych i paru lat ciężkiej pracy – podsumowuje Marek Olszewski, wiceszef Związku Gmin Wiejskich.

Ale na tym nie koniec kłopotów z reformą. Wojciech Starzyński, szef Fundacji Rodzice Szkole opowiada, że nauczyciele, którzy mieli okazję pracować z sześciolatkami, przyznają, że brakuje im metodyki do pracy z maluchami. Kształcono ich do pracy z siedmiolatkami, jeżeli teraz mają pracować z młodszymi dziećmi, to ktoś powinien ich do tego celu przeszkolić. I za to zapłacić.

Następny kłopot to program nauczania. Jeśli rząd odkłada o rok obowiązek szkolny, to naraża dzieci pięcioletnie na to, że dwa razy będą się uczyć tego samego.

Niewiele osób kwestionuje potrzebę obniżenia wieku szkolnego. Zrobiły to już prawie wszystkie rozwinięte kraje. Tyle że tamtejsze rządy wzięły odpowiedzialność finansową za tę reformę. Opieka przedszkolna finansowana jest tam z centralnych budżetów, a w szkołach z kranu płynie ciepła woda, co u nas nie jest oczywiste.

Rząd chce obniżyć wiek szkolny, aby młodzi ludzie szybciej wchodzili na rynek pracy i szybciej płacili podatki. Uczciwie byłoby w takiej sytuacji przeznaczyć trochę publicznych pieniędzy na to, by mogli rozpocząć swój obywatelski obowiązek w komfortowych warunkach.

Komentarze: 24

  • 1: rodzic z IP: 199.48.147.* (2011-10-06 05:08)

    PO NIE NADAJE SIĘ DO RZĄDZENIA.

    Chcą, żeby maleńkie dzieci szły do szkoły po to, żeby wcześniej mogły być pracownikami. A jednocześnie dopuszczają, żeby miliony młodych ludzi, którzy wyjechali, nie miało po co tu wracać, a ci młodzi, którzy tu jeszcze mieszkają nie mieli perspektyw uprawiania wykształconego zawodu (cyli żeby wyjechali).

    TO PO CO TEN ABSURD Z TYMI 6-LATKAMI?

  • 2: JK z IP: 87.206.99.* (2011-10-06 05:20)

    Panie Grabek !!! A więc można napisać przyzwoity artykuł o oświacie ! Wystarczy tylko solidnie pozbierać dane i okazuje się , że to nie Karta Nauczyciela, której bronią "niedouczone nieroby" z niej korzystające, jest winna klęsce ostatniej reform p. Hall, ale brak pieniędzy, myślenie życzeniowe w MEN, i zaszłości cywilizacyjne w infrastrukturze szkolnej. Proszę jeszcze dodać zły system kształcenia przyszłych nauczycieli na wyższych uczelniach oraz pisane na kolanie ( pod presją czasu ) programy nauczania i mamy komplet.

  • 3: 123 bla bla z IP: 145.237.123.* (2011-10-06 07:28)

    Pomiętam jak Pani Hall się chwaliła - program reformy był sporzadzony przez EXPERTÓW (nie dodała - za 1 mln zł) na sześciu kartkach A4. JK ma rację. A jeśli będą majstrowć prz KN to z zawodu NAUCZYCIELEK PRZEDSZKOLA odejdzie im wykwalifikowana kadra do szkoły - to już chyba byłoby dno dla edukacji. Bo opiekunki w przedszkolach nie przygotują dzieci do szkoły!!!.

  • 4: Tusk z IP: 84.234.1.* (2011-10-06 07:32)

    szukam pracy dla siebie -będę tym dzieciom opowiadał bajki jako nauczyciel o CUDach -One jeszcze mi uwierzą!

  • 5: Jola z IP: 83.21.151.* (2011-10-06 07:38)

    Dziękujemy Pani Hall żegnamy

  • 6: 123 z IP: 83.168.89.* (2011-10-06 07:43)

    (...) Rząd chce obniżyć wiek szkolny, aby młodzi ludzie szybciej wchodzili na rynek pracy i szybciej płacili podatki (...) by mogli rozpocząć swój obywatelski obowiązek (...)
    tu jest istota sprawy - niewolnik ma jak najszybciej płacić na swojego Pana...

  • 7: baca -To jest dramat. z IP: 83.22.250.* (2011-10-06 08:35)

    Żeby zwiększyć liczbę 6-ów posyłanych do szkół, zakazano w przedszkolach nauki czytania. To absurdalne efekty reformy edukacyjnej minister K. Hall.

    Mimo tego zakazu wychowawcy uczą maluchy pisania i czytania. Potajemnie. Kiedy pojawia się kontrola z kuratorium, chowają podręczniki i tablice. To pokłosie reformy szkolnej autorstwa (MEN) kierowanego przez Katarzynę Hall. Chociaż rodzice od kilku lat walczą z jej pomysłami, pani minister dumna z siebie walczy o kolejną kadencje.
    "– Czujemy się jak na tajnym nauczaniu w czasie wojny. Póki co dzieciaki nas nie wysypały – mówi jedna z mam.

    Nasz kraj to ma nadzwyczajne szczęscie do debili, czy z nas zrobiono ?

  • 8: rodzic 4 latka z IP: 83.6.83.* (2011-10-06 08:38)

    Pani Hall może juz podziękujęmy...nie jest Pani profesjonalistką w żadnym calu!

  • 9: matka z IP: 83.17.34.* (2011-10-06 08:39)

    Pomijając zasadność posłania sześciolatka do 1 klasy a pięciolatka do zerówki (w naszym mieście zerówki są tylko w szkołach, oddziały przedszkolne 5 latków też) chciałabym stabilności prawa. Musiałam posłać swoje dziecko (4 lata 8 miesięcy bo grudniowe) do zerówki zabierając mu czas na zabawę, aby teraz usłyszeć, że ktoś się pomylił. Dlaczego okazało się to akurat przed wyborami? Dlaczego ktoś ma zbijać kapitał polityczny na dobru mojego dzecka? Czy gdyby nie było wyborów podjetoby taka samą decyzję?

  • 10: wjw z IP: 193.151.98.* (2011-10-06 10:02)

    Ktoś jest w stanie powiedzieć która to reforma oświaty po wojnie ?
    Oświata jest cały czas w reformach.

Twój komentarz
Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!
Zapisz się na bezpłatny newsletter Gazety Prawnej

Sonda:

Czy prezydent powinien podpisać ustawy reformujące system emerytalny

Wyszukaj w Encyklopedii

Galerie zdjęć

Twarze Biznesu

Zapisz się na bezpłatny newsletter