Do piątku samorządy miały czas na wypłacenie nauczycielom 7-proc. podwyżek z wyrównaniem od 1 września. Musiały też podwyższyć dodatki do pensji, aby uniknąć wyrównania w kolejnym roku. Okazuje się, że nie wszystkie gminy realizują te obowiązki.

– Nie wypłacimy nauczycielom podwyżek ani innych dodatków do pensji – mówi Andrzej Nawrocki, były burmistrz Nieszawy, który w piątek zrezygnował z tej funkcji.

Wyjaśnia, że głównym powodem jego rezygnacji były rosnące koszty związane z bieżącym funkcjonowaniem oświaty i sztywne przepisy Karty nauczyciela, które nie pozwalają na swobodne zarządzanie szkołą. Dodaje, że problemy potęguje niż demograficzny, który sprawia, że maleje subwencja oświatowa. Jest ona bowiem przyznawana w przeliczeniu na jednego ucznia.

– Miasto otrzymało w tym roku 1,6 mln zł subwencji. Budżet szkoły po zrezygnowaniu z niepotrzebnych wydatków wyniósł 2,3 mln zł. Dochody własne gminy to zaledwie 1,3 mln zł, i to przy założeniu, że wszyscy zapłacą podatki – mówi Andrzej Nawrocki.

Ku zaskoczeniu wszystkich okazało się, że nieszawscy nauczyciele wcale nie żądają wypłaty należnych im podwyżek i dodatków do pensji (jest ich kilkanaście).

– Rozumiemy trudną sytuację gminy i nie domagamy się wypłaty – potwierdza „DGP” Agata Żmirska-Zbroniec, dyrektor szkoły podstawowej w Nieszawie.

Dodaje, że nauczyciele boją się, że szkołę przejmie stowarzyszenie, które zaproponuje im dłuższą pracę za niższe wynagrodzenie. Do szkół stowarzyszeniowych, które najczęściej są prowadzone przez rodziców, nie ma bowiem zastosowania Karta nauczyciela. Mogą one zatrudniać pedagogów na podstawie kodeksu pracy na czas określony bez dodatkowych przywilejów, takich jak np. roczny płatny urlop dla poratowania zdrowia.

– Z powodu sztywnych przepisów dotyczących finansowania oświaty gmin na skraju bankructwa może być coraz więcej – przestrzega Marek Olszewski, wójt gminy Lubicz, wiceprezes Związku Gmin Wiejskich.

Tłumaczy, że minister edukacji narodowej zmusza gminy do zwiększania wydatków bieżących na oświatę, a minister finansów – do ich ograniczania.

– Gminy są w trudnej sytuacji, bo od początku roku zgodnie z art. 242 ustawy o finansach publicznych nie mogą zaciągać kredytów na wydatki bieżące. A 80 proc. tych kosztów to płace i pochodne. W poprzednich latach jakoś to funkcjonowało, bo samorządy mogły się ratować kredytami – mówi Lucyna Hanus, prezes Regionalnej Izby Obrachunkowej we Wrocławiu.

Podkreśla jednak, że wójt czy prezydent miasta nie zostanie pociągnięty do odpowiedzialności karnej, jeśli mimo oszczędnego gospodarowania budżetem nie znaj-dzie pieniędzy na realizację wydatków bieżących.

Oznacza to, że dopóki nauczyciele nie pójdą ze skargą do sądu pracy, dopóty gminy nie muszą się bać o konsekwencje prawne. Nawet jeśli z powodu trudnej sytuacji budżetowej nie realizują zleconych zadań.

– Jeśli jednak posypią się pozwy o nakaz zapłaty zaległych podwyżek, to do szkoły lub gminy może wkroczyć komornik – wyjaśnia Dawid Zdebiak, radca prawny z Kancelarii Gujski Zdebiak.

Tłumaczy, że pracownik nie może się zrzec wynagrodzenia, ale może się porozumieć w sprawie rekompensaty za jej nieterminowe wypłacenie. Nauczyciele muszą też pamiętać, że roszczenie o zaległe wynagrodzenie przedawnia się po trzech latach.

Regionalne izby obrachunkowe alarmują, że sytuacja finansowa wielu jednostek samorządowych jest trudna. Wielu z nich brakuje lub będzie brakować pieniędzy na bieżące wydatki. Wskazują, że źródło finansowania pensji i utrzymania szkół musi wynikać z dochodów bieżących lub nadwyżek budżetowych za ubiegły rok. Niższe podatki i wprowadzone ograniczenia dla gmin stawiają je pod ścianą. Rosnące wydatki na oświatę mogą więc być przyczyną niewypłacalności samorządów.