Minister edukacji Katarzyna Hall zadeklarowała w sobotę, że chce zmienić Kartę nauczyciela. W jej ocenie obecny system nie gwarantuje odpowiednio elastycznego i motywującego systemu wynagradzania pedagogów. Odpowiedź usłyszała natychmiast. Szef Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomir Broniarz stwierdził: „nie ma związku przyczynowo-skutkowego między kartą a jakością pracy”.

ZNP, broniąc tych przepisów, coraz częściej zaczyna polemizować z twardymi danymi. Kilkanaście dni temu opisaliśmy raport OECD, z którego wynika, że polski nauczyciel pracuje przy tablicy mniej niż trzy godziny dziennie. Jaki był komentarz ZNP? Badanie zostało źle przeprowadzone. Zdaniem związku eksperci OECD najprawdopodobniej ogólną liczbę lekcji, jakie odbywają się we wszystkich szkołach, podzielili przez liczbę wszystkich pracowników oświaty, także tych, którzy nie pracują z uczniami. A status nauczyciela daje im to, że są zatrudnieni na podstawie karty, są to np. bibliotekarze, pracownicy nadzoru oświatowego czy kierownicy burs.

Pójdźmy tym tropem. Nauczycieli jest ok. 0,5 mln, zatem razem, pracując 489 godzin w roku, wypracowują 240,5 mln godzin. Jeżeli prezes Broniarz ma rację – analitycy OECD się mylą, a my nie odbiegamy od średniej OECD w liczbie godzin pracy nauczyciela, czyli spędza on przy tablicy 779 godzin rocznie. Oznacza to, że te 240,5 mln godzin wypracowuje 308 tys. osób. Dlaczego zatem blisko 200 tys. innych pracowników ma status i przywileje nauczyciela?

Takich absurdów w karcie jest wiele. Ich koszty pokrywają podatnicy i samorządy. Niektóre gminy przeznaczają na ten cel nawet 60 proc. rocznych budżetów. 90 proc. tych kosztów to nauczycielskie pensje. To dlatego że ponad połowa (50,13 proc.) pedagogów ma najwyższy stopień awansu zawodowego, a co za tym idzie najwyższe uposażenie, które sztywno reguluje karta. Dziś jest to ok. 5 tys. zł brutto. Jeżeli nauczyciel nie osiąga takich zarobków, to samorząd musi mu wypłacić tzw. dodatek uzupełniający.

Na edukację co roku z budżetu państwa i samorządów trafia ponad 50 mld zł. Jeśli ten system nadal będzie funkcjonował, grupa nauczycieli z najwyższymi uposażeniami systematycznie będzie rosła, a wraz z nią wydatki na oświatę. – System awansu nauczycieli został postawiony na głowie. Największą grupę stanowią ci, którzy osiągnęli jego najwyższy, a najmniejszą ci, którzy wchodzą do zawodu – mówi były szef MEN Mirosław Handke.

W jego ocenie efekt jest taki, że nauczyciele udają, że pracują, a państwo udaje, że płaci. Pedagog o najwyższym statusie zawodowym nie ma już motywacji do lepszej pracy. A ten najwyższy status może uzyskać po 10 latach pracy.

W dyskusjach o zarobkach nauczycieli ZNP zawsze przekonuje, że to skomplikowana materia. Z tym akurat trzeba się zgodzić. Uprośćmy ten system, niech rynek reguluje nauczycielskie płace, a nie kilkadziesiąt różnych parametrów regulowanych przez urzędników. Dobrym przykładem są szkoły niepubliczne czy te prowadzone przez organizacje wyznaniowe, gdzie nauczycieli nie zatrudnia się na podstawie karty. Statystycznie wyniki ich pracy są lepsze od tych, jakie osiągają szkoły publiczne, a pracujący w nich pedagodzy nie narzekają na uposażenia.

PRAWO

Ile zarabiają nauczyciele w Polsce

Na nauczycielskie wynagrodzenie składają się pensja zasadnicza oraz dodatki. Pensja zasadnicza jest taka sama dla pedagogów w całym kraju i zależy od stopnia awansu zawodowego. Pedagodzy dostają też pieniądze za wysługę lat, dodatek motywacyjny, funkcyjny oraz wynagrodzenie za godziny ponadwymiarowe (jeżeli ktoś ma w tygodniu więcej godzin lekcyjnych niż 18, bo tyle przewiduje zapisane w Karcie nauczyciela pensum) oraz za doraźne zastępstwa.

Dodatek do pensji należy się również tym pedagogom, którzy pracują w tzw. trudnych warunkach. To m.in. nauczyciele szkół specjalnych, a także ci uczący dzieci na wsi.

Dodatkowe wynagrodzenie przysługuje także pedagogom za pracę w porze nocnej, za zajęcia dydaktyczne, wychowawcze i opiekuńcze, wykonywane w dniu wolnym od pracy, za uciążliwość pracy. Raz w roku należy im się także jednorazowy dodatek uzupełniający. Jest wypłacany, gdy nauczyciel nie dostaje z gminy płacy na poziomie średnich wynagrodzeń określanych przez Kartę nauczyciela. W tym roku jest to dla nauczyciela stażysty 2,6 tys. zł, dla kontraktowego blisko 3 tys. zł, dla mianowanego 4 tys. zł, a dla dyplomowanego blisko 5 tys. zł.