Partnerzy społeczni z Komisji Trójstronnej pracują nad stworzeniem w firmach funduszy szkoleniowych z części pieniędzy, które trafiają do Funduszu Pracy. Obecnie nie mają takiej możliwości.

Propozycja m.in. Pracodawców RP czeka na rozpatrzenie przez prezydium komisji. Pomysł jest prosty: Jeden procent składki zamiast do Funduszu Pracy trafiałby do firm na stworzone tam fundusze szkoleniowe. Dzięki dodatkowym pieniądzom mogliby oferować pracownikom szkolenia. Pracodawcy sami decydowaliby o ich treści i liczbie. Ze środków zgromadzonych na funduszu firmy mogłyby korzystać szczególnie wtedy, gdy brakuje im zamówień lub prowadzą biznes sezonowy. Wtedy zamiast zwalniać mogliby inwestować w rozwój pracowników.

– To korzystne rozwiązanie dla firm, bo bardziej opłaca im się zatrzymać doświadczonego pracownika, niż ponosić koszty związane z zatrudnieniem nowego – mówi Wiktora Wojciechowskiego z Forum Obywatelskiego Rozwoju (FOR).

Zdaniem Andrzeja Radzikowskiego z OPZZ spojrzenie przedstawicieli pracodawców jest zbyt jednostronne. Związki zawodowe powinny kontrolować przepływy z funduszu szkoleniowego, szczególnie że czasami mogą to być naprawdę znaczne kwoty, zwłaszcza w przypadku dużych firm zatrudniających kilkuset pracowników.

– Jeśli takiego monitoringu zabraknie, to fundusz stanie się dodatkowym źródłem finansowania wyjazdów integracyjnych – mówi Andrzej Radzikowski.

Zdaniem Wiktora Wojciechowskiego mimo ryzyka marnotrawstwa pracodawcy na pewno lepiej wydadzą pieniądze na szkolenia niż powiatowe urzędy pracy.

– Firmy wiedzą najlepiej, czego potrzebują ich pracownicy – mówi.

Pomysł tworzenia zasobnych funduszy szkoleniowych jest efektem tego, że obowiązujące rozwiązania prawne się nie sprawdzają. To powoduje, że firmy bardzo rzadko je tworzą, bo są one dla nich dodatkowym obciążeniem. Muszą wpłacać na nie miesięcznie kwotę odpowiadającą co najmniej 0,25 proc. funduszu płac. Jeśli mimo to zdecydują się stworzenie takiego funduszu, muszą spełnić wiele obowiązków biurokratycznych na rzecz powiatowych urzędów pracy. Dopiero wtedy firma może otrzymać z tytułu przeszkolenia jednego pracownika do 80 proc. kosztów szkolenia, nie więcej jednak niż 300 proc. przeciętnego wynagrodzenia (obecnie maksymalnie 10,2 tys. zł).