Wójtowie, prezydenci miast czy burmistrzowie muszą przedstawić informacje o jakości pracy szkół i przeprowadzanych tam egzaminach. Mają na to czas do końca miesiąca. Szkoły muszą więc się starać, aby wyniki ich nauczania były jak najlepsze. To bardzo nerwowy czas dla dyrektorów szkół, którzy często muszą się tłumaczyć przed radą ze słabych wyników egzaminów końcowych.

– Na sesji, która jest poświęcona informacji o jakości kształcenia w poszczególnych szkołach, radni porównują przedstawione tam dane z tymi z poprzednich lat. Jeśli wyniki są słabsze, członkowie rady gminy zadają pytania dyrektorom – mówi Zenon Szewczyk, członek komisji rewizyjnej w Radzie Gminy Spytkowice.

Dodaje, że ci słabe wyniki najczęściej tłumaczą przepełnionymi klasami lub słabym przygotowaniem samych uczniów.

Wyniki raportu nie są jednak podstawą do np. odwołania dyrektora szkoły. Niemniej jednak raport, który potwierdza niski poziom nauczania, może być dobrym argumentem, gdy gmina chce zlikwidować szkołę lub przekazać ją stowarzyszeniu rodziców.

– Te informacje powinny zmotywować dyrektora do tego, przyjrzał się pracy nauczycieli i nawet zwolnił, jeśli z roku na rok osiągają słabsze wyniki – mówi Tadeusz Kołacz, naczelnik wydziału edukacji Urzędu Miasta w Chrzanowie.

Dyrektorzy tłumaczą, że samorządy nie pomagają im w walce o poprawę jakości nauczania. Gminy odpowiadają, że w ich budżetach nie ma pieniędzy na sfinansowanie dodatkowych godzin dla nauczycieli, którzy mogliby pomagać słabszym uczniom.

Wójt przy tworzeniu informacji o jakości kształcenia, poza wynikami ocen ze sprawdzianów zewnętrznych, może też uwzględnić dodatkowe kryteria, które w efekcie poprawią ocenę podległych mu placówek oświatowych.

– Ocena musi być dokonana według takich kryteriów, aby była ona obiektywna i nie krzywdziła tych placówek, w których uczniowie są mniej zdolni – mówi Irena Koszyk, naczelnik Wydziału Oświaty w Urzędzie Miasta w Opolu.

Krytycznie wobec oceniania szkół przez urzędników wyrażają się również dyrektorzy tych placówek. Obawiają się, że tworzone raporty będą nierzetelne i dla nich krzywdzące.

5,4 mln uczniów jest w szkołach podstawowych, gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych