W drugim kwartale w firmach zatrudniający jedną i więcej osób powstało 149,2 tys. nowych miejsc pracy – wynika z danych GUS. To o 16,4 proc. mniej niż w pierwszym kwartale oraz o 16,2 proc. mniej niż przed rokiem. W tym czasie zlikwidowano 94 tys. miejsc pracy – najwięcej w handlu, warsztatach samochodowych, firmach przemysłowych i budowlanych.

W rezultacie od marca do końca czerwca przybyło tylko 55 tys. etatów – o 15 tys. mniej niż w pierwszym kwartale i o 21 tys. mniej niż 2010 r.

– Zmniejszenie liczby nowych miejsc pracy związane jest z narastaniem niepewności w gospodarce światowej – ocenia prof. Zenon Wiśniewski z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Jego zdaniem przedsiębiorstwa obawiają się przyszłości i dlatego stworzyły mało nowych etatów, choć uzyskiwały wysokie zyski i sprzyjał im przyzwoity popyt krajowy.

– Perspektywy nie są dobre, bo liczba nowych miejsc pracy może się nadal kurczyć. Głównie dlatego, że prognozy dla gospodarki światowej są coraz gorsze. Przed recesją przestrzega między innymi Międzynarodowy Fundusz Walutowy – mówi prof. Wiśniewski. Przedsiębiorstwa mogą się więc obawiać, że nasz kraj może zostać zainfekowany kryzysem. – Dlatego zamiast tworzyć nowe etaty, przedsiębiorcy mogą wydłużać czas pracy pracowników, jeśli otrzymają dodatkowe zamówienia na swoje wyroby lub usługi – uważa prof. Wiśniewski. Albo przy dodatkowym popycie mogą korzystać z pracowników agencji pracy tymczasowej.

Powstawanie małej liczby nowych etatów będzie miało niekorzystny wpływ na rynek pracy, na którym właśnie pojawiają się absolwenci.

– Między innymi dlatego bezrobocie będzie rosło – mówi Karolina Sędzimir, ekonomistka z PKO BP.

Według niej w końcu roku stopa bezrobocia może wzrosnąć do 12,1 proc. z 11,6 proc. w sierpniu. Zastrzega, że może być ona jeszcze wyższa, jeśli szybko nadejdzie zima, tak jak zapowiada część synoptyków. Wtedy gwałtownie może się skurczyć zatrudnienie w budownictwie i między innymi w transporcie. Jedno jest pewne. Nie ma już szans na to, aby stopa bezrobocia spadła w końcu roku do 10,9 proc. – jak przyjął resort finansów w założeniach do przyszłorocznej ustawy budżetowej.