Podkreślił też, że praca dla młodych ludzi to jeden z "bezdyskusyjnych priorytetów".

Premier, który odwiedza Wielkopolskę, mówił we Wronkach, że widać tam wyraźnie, jak ważne są nowe miejsca pracy. "To żadne odkrycie, tylko dla mnie jest ważne, żeby o tym coraz mniej gadać, a coraz więcej wytwarzać tych miejsc pracy" - zaznaczył.

Jak dodał, inwestycje dają nadzieję na to, że mimo kryzysu Polska utrzyma tempo wzrostu miejsc pracy. "Utrzymujemy ten 11-procentowy poziom bezrobocia i trzeba robić wszystko, żeby on po pierwsze nie rósł, ale także, aby w najbliższej przyszłości malał. (...) Praca, szczególnie dla młodych ludzi, to jeden z bezdyskusyjnych priorytetów" - oświadczył szef rządu.

"Z jednej strony chcemy robić wszystko, aby te przepisy były elastyczne i aby przedsiębiorcy i inwestorzy chcieli tutaj inwestować, a z drugiej strony musimy pamiętać o tym, że umowa o pracę nie może być tzw. umową śmieciową, niedającą gwarancji na przyszłość. Nie można przesadzić ani w jedną, ani w drugą stronę. Niech to będzie tak elastyczne, żeby przedsiębiorca tu, w Polsce, mógł konkurować skutecznie z Niemcem czy Francuzem, ale równocześnie te elementarne gwarancje pracownicze trzeba jednak zapewnić" - powiedział premier na konferencji prasowej.

"To ma też ważne znaczenie szczególnie dla młodych, kiedy oni mają potrzeby kredytowe"

Premier zapowiedział, że będzie szukał rozwiązań, które umowę o pracę uczynią "bardziej stabilnym sposobem na życie dla zatrudnionych". "To ma też ważne znaczenie szczególnie dla młodych, kiedy oni mają potrzeby kredytowe" - zaznaczył.

Jak mówił, w sprawie osób podejmujących pierwszą pracę PO zaproponuje rozwiązania zakładające, że firmy, które przyjmują młodych ludzi na staż współfinansowany, będą musiały zatrudnić te osoby - już na etacie - przez okres nie krótszy niż sam staż.

Premier powiedział też o pomyśle tzw. umowy sezonowej, która "będzie miała jednak cechy umowy trwałej". "Ktoś, kto wykonuje pracę sezonową, będzie mógł podpisać umowę, gdzie zatrudniający potwierdzi, że w kolejnym sezonie i następnych także będzie zatrudniał takiego pracownika" - tłumaczył Tusk. Jak ocenił, ułatwi to osobie zatrudnionej m.in. zaciągnięcie kredytu.

Premier zaznaczył, że byłaby to "ostrożna korekta", bo PO nie chce odejść od tendencji uelastyczniania prawa pracy, aby "nie wylać dziecka z kąpielą". "Jeśli za bardzo usztywnimy prawo pracy, to będziemy mieli co prawda większe bezpieczeństwo dla zatrudnionych, ale spadnie liczba zatrudnionych, a tego chcemy uniknąć" - powiedział Tusk.

Przekonywał, że w Wielkopolsce widać wyraźnie, jak ważne są nowe miejsca pracy. Podkreślał, że nowe inwestycje w regionie "dają nadzieję na to, że mimo kryzysu, Polska utrzyma tempo wzrostu miejsc pracy". Tusk odwiedził m.in. fabrykę Samsunga i Amicę we Wronkach.

"Wejście w grę z tego typu aktorami na rynku bywa z reguły niebezpieczne"

Podczas konferencji premier przywołał jeden z zagranicznych rankingów - instytucji "będącej składową +Financial Times+" - mówiący o tym, że Polska stała się - po Chinach i Stanach Zjednoczonych - najbardziej atrakcyjnym miejscem do inwestowania. Wspomniał też, że w innym rankingu Polska awansowała do "prestiżowego miejsca, w którym czeka się na status państwa rozwiniętego".

"Dotychczas byliśmy traktowani jako rynek wschodzący, dostaliśmy właśnie informacje, że Polska została zaliczona do tej poczekalni, w której czeka się na status państwa rozwiniętego" - mówił. Premier zaznaczył, że nie chodzi o sportową satysfakcję, "ale to (...) może być także zachęta dla takich inwestorów jak tutaj choćby Samsung".

Mówił też o potrzebie dalszej deregulacji w Polsce. "Deregulacja powinna stać się takim bezpośrednim zajęciem dla premiera przyszłego rządu, ktokolwiek nim będzie" - zaznaczył premier. Tusk mówił, że w kwestii deregulacji nie wystarczy poprawianie. "Na przykład jeśli chodzi o zawody regulowane - trzeba znowu postawić to na nogi, a dzisiaj stoi to trochę w Polsce na głowie" - powiedział.

"Bez bicia przyznaję się, że te ostatnie cztery lata (w kwestii deregulacji-PAP) nie były takim mocnym przełomem, to jeszcze przed nami" - oświadczył Tusk.

Premier był też pytany o to, czy złoty może stać się obiektem ataku spekulacyjnego, ponieważ jej kurs - jak pytała dziennikarka - "leci w dół". "Słowo +leci+ jest przesadą, złotówka się osłabia i tego typu zapowiedzi z reguły są autorstwa samych spekulantów, każdy kto chce zarabiać na gwałtownych skokach w górę, w dół" - odpowiedział. I dlatego - dodał - wszyscy odpowiedzialni za to, co w Polsce się dzieje, "muszą zawsze wykazywać zimną krew, spokój, bo to jest trochę jak rosyjska ruletka".

"Wejście w grę z tego typu aktorami na rynku bywa z reguły niebezpieczne" - ocenił premier. Dodał, że minister finansów Jacek Rostowski w Parlamencie Europejskim "uprzedzał o różnych zdarzeniach, które będą towarzyszyły kryzysowi i będą to zdarzenia także odczuwalne w Polsce".