– Nie ma ich gdzie przywrócić, bo tych studiów już nie będzie – mówi Marcin Kozłowski z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego (UKSW) w Warszawie.

W takiej sytuacji może być nawet 100 tys. osób.

Spóźnialscy bez powrotu

Od 1 października 2011 r. jednolite studia magisterskie przestaną istnieć (poza np. prawem czy psychologią, które z zasady są prowadzone tylko w toku pięcioletnim). To wynik wprowadzenia systemu bolońskiego, czyli podziału nauki na trzyletnie studia pierwszego stopnia (licencjackie lub inżynierskie) oraz dwuletnie drugiego stopnia (magisterskie). Uczelnie nie będą więc mogły prowadzić ciągłych pięcioletnich studiów bez konieczności zdobycia tytułu licencjata lub inżyniera.

Dla tych, którzy nie obronią się do końca września, rozwiązaniem będzie cofnięcie się na trzeci rok studiów. W takim przypadku będą musieli obronić licencjat, potem starać się o przyjęcie na studia dwuletnie uzupełniające drugiego stopnia (magisterskie), nadrobić różnice w programach nauczania i dopiero bronić pracy magisterskiej. Tym samym szanse na zdobycie tytułu magistra mają najwcześniej w 2013 roku.

Jeszcze w gorszej sytuacji będą ci, którzy np. nie zaliczyli zajęć albo nie zdali egzaminu. Wtedy zazwyczaj powinni mieć prawo do warunkowego powtarzania roku. Ale jeśli ich studia pięcioletnie są likwidowane, to nie będą mieli jak formalnie tych zajęć powtarzać.

Tomasz Lewiński, dyrektor biura prawnego Parlamentu Studentów Rzeczypospolitej Polskiej, tłumaczy, że przecież uczelnia w praktyce będzie prowadziła zajęcia, ale dla osób na drugim roku studiów uzupełniających.

– Uczący się w starym systemie powinien mieć możliwość uczęszczania na te przedmioty – mówi.

Na to jednak nie ma zgody uczelni.

– Do uczestnictwa w studiach drugiego stopnia są uprawnieni tylko ci, którzy mają licencjat. W tym przypadku ten warunek nie jest spełniony – wyjaśnia Marcin Kozłowski.

Większość studentów jednolitych studiów magisterskich nie uzyskała po trzecim roku tego tytułu, ponieważ nie było to obowiązkowe.