Oponenci i zwolennicy podniesienia płacy minimalnej do poziomu 1500 zł brutto walczą ze sobą na argumenty. Pierwsi twierdzą, że ograniczy to chęć przedsiębiorców do zatrudniania. Drudzy, że zarabiający najmniej będą mogli więcej wydawać, co w rozrachunku poprawi wskaźniki konsumpcyjne i wpłynie na całą gospodarkę. Kto ma rację?

Zwiększy się szara strefa

Niewątpliwie najwięcej na podwyżce pensji minimalnej zyskają ci, którzy ją pobierają – zyskają 114 zł, czyli o 39 zł więcej niż wynosi ustawowe minimum. Jednak zdaniem analityków taka podwyżka w momencie, gdy cała gospodarka spowalnia, nie wpłynie korzystnie na rynek pracy.

Dla tych, którzy pracy nie mają, podwyżka pensji minimalnej może oznaczać tylko tyle, że będzie o nią jeszcze trudniej niż dotychczas.

O wolniejszym od spodziewanego wzroście gospodarczym już mówią i eksperci, i członkowie rządu. Ci ostatni wiedzą też, że osiągnięcie na koniec tego roku stopy bezrobocia na poziomie niepełnych 11 proc., jak zakładał rząd w tegorocznym budżecie, jest nierealne. Dlatego skutki podwyżki dla samego rynku pracy mogą okazać się negatywne.

– Ekonomia wskazuje też, że takie regulacje powinny być stosowane wobec dużych firm, które sobie z nimi poradzą, ale nie małych i średnich. W ich przypadku może to oznaczać kłopoty – mówi prof. Elżbieta Mączyńska, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego. I dodaje, że w rezultacie może doprowadzić to do powiększenia szarej strefy – firmy, aby nie zwiększać kosztów, będą zatrudniać pracowników na czarno.

– Właściciel małej firmy budowlanej nie podniesie o 100 zł ceny za malowanie pokoju, bo rząd podniósł jego pracownikom płacę minimalną. Zrobi to, co konkurencja: będzie płacił malarzom pod stołem albo zniknie z rynku – dodaje Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. Podkreśla: na takich decyzjach zawsze najbardziej tracą biedni, niewykształceni i młodzi, dla których ważniejsze od podwyżki jest to, aby w ogóle mieć zatrudnienie.

Paradoksalnie najdotkliwiej podwyżka pensji może zadziałać w rejonach najuboższych, gdzie bezrobocie już dzisiaj jest największe. – Tam, gdzie najwięcej osób pracuje za płacę minimalną, bezrobocie może wzrosnąć, bo pracownik musi na siebie zarobić. I podwyżka obróci się na jego niekorzyść – mówi ekspert Pracodawców RP Piotr Rogowiecki.

Szczególnego pogorszenia sytuacji możemy się spodziewać w regionach wschodnich, gorzej uprzemysłowionych, z mniejszą bazą wykwalifikowanych pracowników. – Tam będzie największy wzrost szarej strefy, w tym zatrudniania na czarno pracowników ze Wschodu. Straci nie tylko budżet, ale i polscy pracownicy – mówi Krzysztof Inglot, dyrektor działu rozwoju rynków w firmie Work Service.

Konsumpcja nie wzrośnie

Podwyżka płacy minimalnej w zasadzie nie będzie miała wpływu na konsumpcję. Najniższą pensję otrzymuje 4 proc. wszystkich zatrudnionych, a wielkość podwyżki oznacza, że w skali całego roku każdy z nich wyda o 900 zł więcej. I choć podwyżka wpłynie na wzrost sprzedaży dóbr podstawowych, to faktyczna skala wpływu może być niewielka. – Popyt wzrośnie, ale pod warunkiem że podwyżka faktycznie wejdzie w życie, a nie będzie omijana przez firmy – uważa profesor Mączyńska.

A podwyżka płacy minimalnej dla samych firm oznacza podwyżkę kosztów działalności. Zaboli to zwłaszcza małe, początkujące przedsiębiorstwa. Osoby prowadzące samodzielnie działalność gospodarczą przez pierwsze dwa lata mogą korzystać z ulgowej składki na ZUS, która wynosi 30 proc. płacy minimalnej. – Czyli przygotowując się na nadejście gorszych czasów, muszą zwiększać koszty działalności – mówi Piotr Rogowiecki.

Skutki podwyżki odczuje też sektor publiczny, w którym wiele osób pobiera wynagrodzenie na minimalnym poziomie. – Wielu ludzi w nim zatrudnionych wykonuje najprostsze zajęcia, jak sprzątanie czy prace ogrodnicze – mówi prof. Bogusław Fiedor, rektor Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu.

Żądania podwyżek

Ekonomiści zgadzają się co do jednego – w przedsiębiorstwach wzrośnie presja płacowa. Najbardziej wśród pracowników, których zarobki niewiele przewyższają płacę minimalną i wynoszą 1,5 – 1,7 tys. zł. Mogą chcieć podwyżek w tym samym wymiarze co wzrost płacy minimalnej.

– To będzie problem dla firm, w których pensje nie są wysokie. Dotyczy to handlu, usług, części działów przetwórstwa przemysłowego – mówi Krzysztof Inglot. Dodaje, że na dłuższą metę może to prowadzić do spłaszczenia siatki płac, zwłaszcza w małych i średnich firmach.

– To jest niekorzystne z punktu widzenia motywacyjnego – podkreśla prof. Bogusław Fiedor. Mimo to propozycję rządu określa jako kompromisową między żądaniami związków a oczekiwaniami pracodawców. Podkreśla, że na szczęście na razie nie został spełniony docelowy postulat związków zawodowych, aby płaca minimalna równała się połowie przeciętnego wynagrodzenia. Wówczas wzrosłaby nie o 114, lecz aż o 440 złotych, a takie skutki dla wielu firm byłyby nie do udźwignięcia. Wszystko jednak jest jeszcze możliwe, ponieważ ustawa z takim postulatem znajduje się w Sejmie. Zajmie się nią dopiero kolejny parlament.

Jakie państwo, taka pensja minimalna

Spośród 27 państw członkowskich Unii Europejskiej 20 ma ustawowo ustalaną wysokość pensji minimalnej. Z wynagrodzeniem na poziomie ok. 350 euro Polska zamyka liczącą 11 krajów grupę państw o najniższych pensjach minimalnych na całym kontynencie europejskim. Rozpoczyna ją zaś Bułgaria, gdzie minimum wynosi zaledwie 123 euro. W drugiej grupie są państwa, w których zarabia się między 550 a 900 euro, a w trzeciej – te, gdzie miesięcznie zarabia się minimum 1000 euro. Absolutnym rekordzistą jest Luksemburg, gdzie ustawowa pensja minimalna wynosi 1758 euro. W Irlandii jest o 300 euro niższa.

Gdy uwzględni się parytet siły nabywczej, dystans dzielący najbiedniejszych od najbogatszych nieco się skraca – Bułgarzy zarabiają minimum 243 euro na miesiąc, a mieszkańcy Luksemburga – przynajmniej 1466 euro. Polacy zaś nieco ponad 550 euro.

Biorąc pod uwagę procentową relację pensji minimalnej do średniej, europejskim rekordzistą okazuje się Słowenia. Minimum wynosi tam 748 euro, co stanowi 47,5 proc. średniego wynagrodzenia.

Zasady ustalania ustawowych pensji minimalnych różnią się w zależności od kraju. W przypadku Irlandii czy Francji wylicza się ją na podstawie stawki godzinowej, na Malcie – tygodniowej. Natomiast w Niemczech jej wysokość uzależniona jest od branży, w jakiej się pracuje. W marcu wprowadzono tam płacę minimalną w przypadku umów na czas określony – w tym przypadku określone są stawki godzinowe, różne dla landów. ŁB

Zatrudnienie spada, wynagrodzenie rośnie

W sierpniu zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw, czyli w firmach, w których pracuje więcej niż dziewięć osób, wyniosło 5,520 mln osób. Było o 3,1 proc. wyższe niż przed rokiem – podał w piątek GUS. Jednak ekonomiści byli przekonani, że wzrost zatrudnienia utrzyma się na poziomie z lipca, kiedy wyniósł 3,3 proc. W dodatku w sierpniu w porównaniu z lipcem liczba etatów lekko spadła – o 0,1 proc. – Dane publikowane przez GUS stanowią podsumowanie niezbyt udanego sezonu letniego na polskim rynku pracy. Spadek liczby nowych miejsc pracy jest nienaturalny w okresie wakacyjnym, kiedy wymiernie wzrasta popyt na pracowników sezonowych. To zły prognostyk na kolejne miesiące – uważa Tomasz Hanczarek, prezes zarządu Work Service SA.

Eksperci są zdania, że jeśli latem zatrudnienie nie wzrosło, to teraz rosnąć może już tylko bezrobocie. – Za sprawą oczekiwanego spowolnienia gospodarczego na świecie zmniejszą się zamówienia od polskich przedsiębiorstw, a tym samym pogorszy się ich kondycja. Należy zatem oczekiwać pogorszenia warunków na rynku pracy – tłumaczy Cezary Chrapek, analityk banku Citi Handlowego.

W opinii Piotra Piekosa, ekonomisty banku Pekao, nowe miejsca pracy będą powstawały ewentualnie jedynie w sektorze handlu i usług, które opierają się na popycie krajowym. – W dodatku za kilka miesięcy kończy się okres obowiązywania ustawy antykryzysowej, wykorzystywanej przez wiele przedsiębiorstw. Skończy się więc okres subsydiowania zatrudnienia, a przede wszystkim możliwości bardziej elastycznego organizowania czasu pracy – ocenia dr Jacek Męcina, doradca zarządu PKPP Lewiatan.

Spadające tempo wzrostu zatrudnienia przełoży się również na spadek dynamiki wzrostu płac. Ten jednak może być mniej odczuwalny z tego względu, że spadać będzie również inflacja. W sierpniu pensje poszły jeszcze do góry – średnie wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wyniosło 3591 zł, co oznacza wzrost r./r. o 5,4 proc. Ale w porównaniu z lipcem było już niższe o 0,6 proc.