Jeśli roczny wzrost PKB przekroczyłby 3 lub 4 proc., szybciej rosłoby najniższe wynagrodzenie. Tak wynika z obywatelskiego projektu nowelizacji ustawy o minimalnym wynagrodzeniu za pracę przygotowanego przez NSZZ „Solidarność”. Wczoraj Sejm przekazał go do prac w komisji polityki społecznej i rodziny. Wiele wskazuje na to, że zostanie uchwalony, choć dopiero w kolejnej kadencji. Popierają go bowiem m.in. klub PiS i PSL, a PO uzależnia zgodę na zmiany pod warunkiem przedstawienia dokładniejszych analiz podczas dalszych prac w komisji.

– To dobre rozwiązanie. Będę rekomendowała je swojemu klubowi i rządowi – mówi Jolanta Fedak, minister pracy i polityki społecznej.

Podkreśla, że analizy eksperckie nie potwierdzają, aby wzrost płacy minimalnej powodował redukcje etatów w firmach. Na takie zagrożenie wskazują pracodawcy.

– Wyższa płaca minimalna nie powoduje także przyrostu zatrudnionych na czarno. Za to uzależnienie jej wysokości od wzrostu PKB spowoduje, że to gospodarka zdecyduje o tempie, w jakim najniższa płaca osiągnie połowę przeciętnego wynagrodzenia – mówi Piotr Duda, przewodniczący NSZZ „Solidarność”, przedstawiciel Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej.

Stanisław Szwed, poseł PiS, podkreślał w Sejmie, że obecny system ustalania wysokości płacy minimalnej w Komisji Trójstronnej nie sprawdził się. Potwierdzają to ubiegłoroczne rozmowy rządu i partnerów społecznych w tej sprawie. Pracodawcy i związkowcy ustalili, że minimalne wynagrodzenie w 2011 r. ma wynieść 1408 zł. Rząd przyjął jednak kwotę 1386 zł.