■ Ile wśród tych 170 prywatnych szpitali jest wybudowanych od podstaw?

- Zdecydowana większość prywatnych szpitali to sprywatyzowane szpitale państwowe lub niewielkie ośrodki wyspecjalizowane w leczeniu konkretnej grupy schorzeń na przykład z zakresu okulistyki czy ortopedii. Natomiast liczba prywatnych placówek wybudowanych od podstaw z przeznaczeniem na szpital, a przy tym dysponujących zarówno liczącym się zapleczem pobytowym (co najmniej 40 łóżek), jak i operacyjnym (blok operacyjny z kilkoma salami operacyjnymi, sala intensywnego nadzoru), tak jak ma to miejsce w przypadku Szpitala Damiana, nie przekracza dziesięciu.

■ Jakie podmioty najczęściej decydują się na inwestowanie w rozwój prywatnych szpitali?

- Od pewnego czasu na rynku prywatnych usług medycznych obserwujemy zwiększoną aktywność zagranicznych funduszy inwestycyjnych, które przejmują kolejne firmy abonamentowe. Tylko one dysponują obecnie wystarczającymi środkami, aby sprostać niezwykle wysokim kosztom, jakie wiążą się z prywatnymi inwestycjami w szpitalnictwie.

Po serii przejęć dysponują już one ogólnopolskimi sieciami przychodni, a teraz szykują się do inwestycji w szpitale. Centrum Medyczne Damiana należy do nielicznych wyróżniających się firm na rynku, którą pozostają w dalszym ciągu firmą rodzinną, bazującą głównie na pacjentach płacących indywidualnie za usługi.

■ Czy w Polsce można zarobić na prowadzeniu prywatnego szpitala?

- Można, choć nie jest to łatwe. Rentowność szpitala jest niższa niż przychodni. Mam tu na myśli placówkę średniej wielkości, jak w przypadku naszej kliniki. Trudno mi oceniać rentowność takiego przedsięwzięcia w przypadku większej placówki. Nie ulega wątpliwości, że jest to projekt obciążony wysokim ryzykiem. Doświadczenia zachodnie nie przystają bowiem do naszej rzeczywistości, rola ubezpieczeń zdrowotnych jest niepewna, a udział szpitali publicznych w świadczeniu usług prywatnych nadal pozostaje niejasny.

■ Czy prywatne szpitale są w stanie konkurować z publicznymi placówkami?

- Bez wątpienia, zarówno pod względem jakości usług, jak i efektywności zarządzania.

Funkcjonowanie prywatnego szpitala pochłania nawet do 30 proc. mniej kosztów, niż ma to miejsce w przypadku placówek publicznych. Znajduje to również odzwierciedlenie w długości pobytu pacjenta w szpitalu. W placówkach niepublicznych jest on znacznie krótszy. Nie wspominam już o terminach przyjęcia i czasie oczekiwania na badania specjalistyczne, bo w tym wypadku oba sektory dzieli duża przepaść.

■ Prywatnym szpitalom często zarzuca się, że unikają wykonywania skomplikowanych procedur medycznych, a koncentrują się na położnictwie i operacjach plastycznych. To prawda?

- Niestety w dużym stopniu pokrywa się to z rzeczywistością. Zwłaszcza w odniesieniu do małych, dziesięciołóżkowych jednostek, najczęściej bez 24-godzinnego dyżuru lekarsko-pielęgniarskiego. W przypadku Szpitala Damiana prowadzimy działalność wieloprofilową, unikając przypadków, które wymagają trzeciego stopnia referencyjności. Niezwykle rzadko prywatne szpitale wykonują skomplikowane zabiegi wymagające długiego pobytu, jak na przykład przeszczepy. Ale tak się dzieje na całym świecie. Tego rodzaju zabiegami zajmują się szpitale kliniczne i centralne, zlokalizowane przy dużych ośrodkach naukowych.

■ Czy prywatnym szpitalom opłaca się podpisywać kontrakty z NFZ?

- Tak, głównie w obszarze procedur krótkoterminowych, jak chirurgia jednego dnia z zakresu okulistyki lub ortopedii.

■ W projekcie ustawy o dodatkowych ubezpieczeniach zdrowotnych przedstawionych przez minister zdrowia Ewę Kopacz proponuje się, aby pacjentów z dodatkowymi polisami zdrowotnymi mogły przyjmować tylko te szpitale, które podpiszą kontrakt z NFZ. Czy to dobre rozwiązanie? Gdzie jest w takim razie miejsce prywatnych placówek w tym systemie?

- Właśnie w tym tkwi sedno problemu! Nawet jeśli powstaną dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne, to pozostaje pytanie, kto i komu będzie płacił za to, co nie jest dodatkiem, ale gwarantowaną przez fundusz bezpłatną usługą. Z założenia powinien płacić NFZ w ramach tak zwanego koszyka świadczeń gwarantowanych. Problem tkwi jednak w tym, że nie jest on wciąż ustalony. Poza tym bez kontraktu z funduszem szpitale prywatne bądź prywatne firmy ubezpieczeniowe nie będą mogły otrzymać refundacji z NFZ za procedury, które znajdą się w tzw. koszyku gwarantowanych świadczeń medycznych, czyli takich, których koszt wykonania jest pokrywany ze środków publicznych. Na tym między innymi polega duże ryzyko inwestora, o którym wspominałem wcześniej.

■ Jakie są plany rozwoju Szpitala Damiana w tym roku?

- Przede wszystkim chcemy zwiększyć zaplecze łóżkowe. W dalszym ciągu Szpital Damiana działa bez kontraktu z NFZ, a popyt na zabiegi wymagające stacjonarnej opieki stale rośnie. Na potrzeby szpitala planujemy także w tym roku zakup nowoczesnego 64-rzędowego tomografu komputerowego.

Rozmawiała DOMINIKA SIKORA

■ MAREK PŁOSZCZYŃSKI

absolwent Akademii Medycznej w Warszawie. W latach 1985-1994 członek zespołu badań naukowych w Max Boehringer Institut i Sandoz Forschung Institut w Wiedniu. Współzałożyciel Centrum Medycznego Damiana