Stopa bezrobocia wyniosła w ubiegłym miesiącu 11,6 proc. – wynika z danych przestawionych wczoraj przez resort pracy. Liczba bezrobotnych zmniejszyła się zaledwie o 6,9 tys. – prawie dwa razy mniej, niż w tym samym miesiącu ubiegłego roku.

Zdaniem ekspertów może to być ostatni miesiąc spadku bezrobocia. – Jeszcze we wrześniu może się utrzymać na tym samym poziomie, ale później zacznie rosnąć – mówi Adam Antoniak, ekonomista Banku BPH. Jego zdaniem w końcu roku bezrobocie może wzrosnąć do 12 proc.

Większym pesymistą jest Arkadiusz Krześniak, główny ekonomista Deutsche Bank Polska. Według niego w grudniu wskaźnik wyniesie nawet 12,5 proc.

Ekonomiści twierdzą, że pogorszenie sytuacji będzie wynikać z kilku przyczyn. Zakończą się prace sezonowe, słabnie konkunktura, w dodatku radykalnie spadły wydatków Funduszu Pracy na aktywizację. Nie spełnią się więc prognozy resortu finansów, który zapisał w budżecie na ten rok, że w grudniu bezrobocie wyniesie 10,9 proc. Nie wierzy w nie nawet minister pracy Jolanta Fedak.

Sytuacja na rynku pracy mogłaby być jeszcze gorsza. – Gdyby w Polsce regulacje dotyczące zatrudniania pracowników na czas określony nie zostały zliberalizowane na początku dekady, dzisiaj mielibyśmy nie tylko wyższe bezrobocie wśród młodych, lecz także większy udział bezrobocia długookresowego – uważa Wiktor Wojciechowski z FOR.

Opublikował on wczoraj raport wyjaśniający przyczyny dużej liczby osób pracujących na czasowych kontraktach (o tym zjawisku pisaliśmy wczoraj w „DGP”). Wojciechowski uważa, że stałych umów byłoby więcej, gdyby uelastyczniono warunki ich rozwiązywania oraz zmniejszone koszty pracy.