W ubiegłorocznym naborze przedsiębiorcy złożyli 10,54 tys. wniosków o dotacje. Urzędnicy ARiMR podpisali 2,6 tys. umów przyznających unijne wsparcie, a odrzucili 4,5 tys. Oznacza to, że na ocenę nadal czeka 3,5 tys. projektów. Ci, których wnioski nie zostały jeszcze rozpatrzone, są zdezorientowani. Nie wiedzą, czy powinni czekać, aż agencja oceni złożone przez nich w zeszłym roku dokumenty, czy ponownie wystartować w nowym konkursie.

Wśród nich jest małżeństwo, które za dotację z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich chce otworzyć ośrodek spa. Za przygotowanie wniosku przez firmę doradczą zapłacili 7,5 tys. zł. Skompletowanie wymaganych przez ARiMR dokumentów zajęło im kilka tygodni. Przedsiębiorcy nadal nie wiedzą, czy mają szanse na unijne wsparcie. Nie rozpoczynają więc kosztownej inwestycji, która utworzyłaby dziewięć nowych miejsc pracy. Urzędnicy agencji skontaktowali się z nimi tylko raz. W kwietniu poinformowali, że trwa rozpatrywanie wniosku.

Firmy doradcze radzą, by takie osoby ponownie składały wnioski o wsparcie. Zapewniają nawet, że wypełnią je swoim klientom bezpłatnie. Tłumaczą, że ponowny udział w naborze zwiększa szansę wniosku, gdyby okazało się, że wymaga on poprawek lub uzupełnień.

Niestety, to nie takie łatwe. Inwestorzy musieliby powtórnie skompletować dokumenty. Na przykład zakup urządzenia do gabinetu kosmetycznego o wartości 200 tys. zł wymaga ponownego rozesłania na drukach ARiMR trzech zapytań ofertowych do producentów lub hurtowni. Firmy muszą przygotować odpowiedzi, a oferty trzeba potwierdzić w biurze powiatowym ARiMR za zgodność z oryginałem.

– Wymaga to pracy pięciu osób. Jeśli kilka tysięcy wniosków zostanie złożonych ponownie, zostanie w to zaangażowanych kilkadziesiąt tysięcy osób – wylicza Aleksander Szalecki z firmy doradztwa europejskiego Stratego.

Na dodatek każdy ponownie złożony wniosek musi być zarejestrowany i procedura jego weryfikacji rozpocznie się od nowa. Zdublowana więc zostanie praca urzędników agencji. Mikroprzedsiębiorcy obawiają się, że dojdzie do całkowitego paraliżu wydziałów wsparcia inwestycyjnego ARiMR, które zajmują się oceną projektów.

Minister rolnictwa i rozwoju wsi Marek Sawicki tłumaczy, że winni są sami wnioskodawcy i firmy doradcze. Wyjaśnia, że przygotowane przez nich dokumenty były niekompletne. Muszą więc być uzupełniane i poprawiane.

– To wydłuża procedurę, bo każde wezwanie wnioskodawcy do uzupełnień wstrzymuje bieg terminu rozpatrywania wniosku do czasu wykonania tych czynności – tłumaczy Marek Kassa, dyrektor departamentu komunikacji społecznej ARiMR.

Dodaje, że zdarzają się przypadki, że sami wnioskodawcy po wezwaniu do uzupełnień proszą o wydłużenie terminu na dokonanie poprawek o sześć miesięcy.

Agencja przyznaje, że niepokoją ją sygnały, że ubiegłoroczne wnioski będą składane ponownie. Zdaniem Marka Kassy w niektórych przypadkach może to wręcz przynieść wnioskodawcom straty. Jeżeli ktoś w poprzednim wniosku wystąpił o maksymalne wsparcie w wysokości 300 tys. zł, to wyczerpał przysługujący mu limit. ARiMR odmówiła mu więc pomocy, o którą ubiega się w drugim wniosku.

Zdaniem ekspertów nie byłoby zamieszania z ponownym składaniem wniosków, gdyby nie kontrowersyjna decyzja Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi oraz ARiMR o ogłoszeniu nowego naboru, zanim nie został zakończony poprzedni.