"Przekaz jest krótki, jednoznaczny - jesteśmy po stronie 72 proc. obywateli naszego kraju, którzy są również przeciwni posyłaniu sześciolatków do szkół" - oświadczył wiceprezes PJN Marek Migalski - koordynujący kampanię ugrupowania w internecie - na konferencji prasowej w Sejmie.

W spocie dostępnym na stronie www.pjnmovie.pl widzimy, jak mały chłopiec z tornistrem przemierza szkołę, a następnie trafia do łazienki. Tam zakłopotany staje przy zbyt wysokim dla niego pisuarze i, drapiąc się po głowie, zastanawia się co zrobić. Słyszymy głos lektora: "Jesteśmy przeciwko posyłaniu sześciolatków do szkół".

Migalski argumentował, że szkoły są nieprzygotowane na przyjęcie sześciolatków. "My to pokazujemy na przykładzie infrastruktury, ale też różnych kwestii - jak agresja w szkole, to że sześciolatek będzie się spotykał w tym samym budynku z 13-latkiem, a czasem - jeśli jest zła infrastruktura - z 17-latkiem" - tłumaczył polityk. Podkreślił, że rodzice powinni mieć prawo do decydowania o tym, by dzieci szły do szkoły w wieku 7 lat.

Zgodnie z nowelizacją ustawy o systemie oświaty z marca 2009 r. obowiązkowo sześciolatki mają iść do szkoły od 1 września 2012 r. (na razie jest to dobrowolne).

Migalski przypomniał, że jego partia przedstawiła już cztery spoty internetowe. Europoseł wystąpił w niektórych; był m.in. starostą w spocie mówiącym o tym, że PJN opowiada się za bezpośrednim wyborem starostów i marszałków województw.

"Prezentacja następnego będzie w ciągu chyba 48 godzin" - zapowiedział wiceprezes partii. Pytany, czy w kolejnych także wystąpią politycy PJN, odparł że namówił już do tego szefa klubu PJN Pawła Poncyljusza i wiceszefową klubu Elżbietę Jakubiak. "Pawła Kowala gorąco namawiam, ale że jest prezesem, to oczywiście troszeczkę się opiera. (...) Wojtka Mojzesowicza próbowałem namówić, ale ciągle się tłumaczy żniwami, chociaż żniwa mam wrażenie, że się już skończyły" - żartował Migalski.

Polityk podkreślił, że każdy ze spotów PJN przedstawia konkretny postulat ugrupowania. "W ten sposób, troszeczkę frywolny, dowcipny, czasami ryzykowny chcemy się przebić do opinii publicznej z naszym programem. Bo opinia publiczna niestety zajęta jest wojną między Jarosławem Kaczyńskim a Donaldem Tuskiem, w której już nie chodzi o program i oni już nie mówią o programach" - ocenił.