Do tej pory najgorsze doświadczenia Polaków dotyczyły pracy sezonowej we Włoszech. W lipcu 2006 roku do mediów przedostała się informacja o rodakach zmuszanych do niewolniczej pracy na plantacjach pomidorów. Cały horror rozgrywał się w regionie Apulia, w okolicach Bari i Foggi. Sprawą zajął się włoski prokurator do walki z mafią, który tamtejsze warunki zatrudnienia przyrównał do obozów pracy.

Wykorzystywanie pracowników sezonowych nie jest jednak wyłącznie domeną Włoch. Podobne skandale miały miejsce w Szwecji (ogrodnictwo) czy Wielkiej Brytanii (hotelarstwo, budownictwo). Procedura werbowania pracowników była zawsze podobna. Oferty pracy sezonowej za granicą najczęściej zamieszczane były w polskiej prasie lokalnej, przez co nie wzbudzały podejrzeń.

Według informacji podawanych przez Związek Pracowników Sezonowych, na pracę sezonową za granicą decyduje się rokrocznie ok. pół miliona Polaków. Zmianie ulega jednak kierunek migracji. Jeszcze kilka lat temu najwięcej pieniędzy do kraju przesyłali Polacy dorabiający się w Irlandii czy Wielkiej Brytanii. Obecnie fala migracji sezonowej zmierza w kierunku Odry i krajów Beneluksu.

Nowe miejsca przyciągają nie tylko dzięki atrakcyjnym zarobkom. Kusząca jest także bliskość Polski. Na spędzanie weekendu w domu pozwala szczególnie praca w Niemczech. To silny argument, zważywszy na to, że na szczycie polskiej hierarchii wartości wciąż znajduje się rodzina. Dodatkowo w Holandii czy Niemczech istnieją restrykcyjne przepisy dotyczące zatrudniania „czasowników”. Pracodawcom coraz mniej opłaca się zatrudniać na czarno – podkreśla rynekpracy.pl.