Szpitale chciałyby pobierać opłaty od osób niemających skierowania na leczenie lub chcących skrócić czekanie na zabieg lub wizytę u specjalisty. Chętnie poprawiłyby też swoje finanse, świadcząc odpłatnie usługi po wyczerpaniu się kontraktu z NFZ lub w ogóle niezakontraktowane przez fundusz. Pozwoliłoby to skrócić kolejki do zabiegów.

Dyrektorzy szpitali pracują nad regulaminami organizacyjnymi swoich placówek. Obowiązek taki nakłada na nich ustawa z 15 kwietnia 2011 r. o działalności leczniczej (Dz.U. nr 112, poz. 654). W nich powinni uregulować wszystkie kwestie związane z płatnościami od pacjentów.

Jednak Ewa Kopacz, minister zdrowia, podtrzymuje stanowisko, że publiczne szpitale nie mają możliwości odpłatnego świadczenia usług, które są objęte kontraktem z NFZ. Opłaty mogą pobierać od pacjentów tylko za tzw. świadczenia niegwarantowane.

Takie zapisy wprowadził do regulaminów organizacyjnych m.in. Samodzielny Publiczny Szpital Kliniczny nr 1 w Szczecinie, a zamierza również Szpital Uniwersytecki nr 1 w Łodzi.

– Nie pobieramy żadnych opłat od pacjentów ubezpieczonych i takie zapisy znajdą się w naszym regulaminie – podkreśla Piotr Kuna, dyrektor Szpitala Uniwersyteckiego nr 1 w Łodzi.

Jednak zdaniem części dyrektorów publiczne szpitale powinny mieć takie same uprawnienia jak te, które działają w formie spółki. Tym ostatnim wolno zaś udzielać wszystkich świadczeń odpłatnie.

– Pracujemy nad regulaminem, ale z zapisami dotyczącymi opłat mamy duży kłopot. Chcemy pobierać opłaty od pacjentów za usługi poza limitem czy niezakontraktowane, ale w świetle komunikatów Ministerstwa Zdrowia nie mamy takich uprawnień – mówi Wanda Korzycka-Wilińska, dyrektor Szpitala Uniwersyteckiego nr 2 w Bydgoszczy.

Podaje przykład usług, na które szpital nie ma kontraktu (np. poradni laktacyjnej czy leczenia owrzodzeń goleni). Placówka nie pobiera od pacjentów żadnych opłat za te usługi, mimo że NFZ za nie płaci, a więc w rzeczywistości do nich dopłaca.