Dlatego że jest to tylko interpretacja, część podmiotów podlegających prawu zamówień publicznych jej nie stosuje. To powoduje, że od ponad dwóch lata szkoły, szpitale, samorządy, a nawet spółki Skarbu Państwa organizują przetargi, by wybrać ubezpieczyciela, który dostarczy dla ich pracowników grupową polisę ubezpieczenia na życie.

Ważne procedury

Zgodnie ze stanowiskiem Urzędu Zamówień Publicznych (UZP) przetarg powinien zostać przeprowadzony, jeśli kwota łącznych składek przekroczy 14 tys. euro. Przed wydaniem interpretacji rynek ubezpieczeniowy był przekonany, że procedur ustawy – Prawo zamówień publicznych nie trzeba w takich okolicznościach stosować.

Grupowa polisa nie jest bowiem kupowana za publiczne pieniądze, lecz ze składek potrącanych z wynagrodzenia pracowników. Jednak według interpretacji jest to bez znaczenia, bo wybór ubezpieczyciela spełnia wszystkie wymogi zamówienia publicznego.

Stanowisko UZP potwierdziła Komisja Europejska, która odpowiadając na pytania dotyczące interpretacji, stwierdziła, że „wydaje się, że umowy grupowego ubezpieczenia na życie, opisane w pytaniu, zawierane przez zamawiającego na korzyść pracownika, na podstawie których zamawiający zobowiązany jest do przekazywania składek do ubezpieczyciela, stanowią zamówienie publiczne w rozumieniu prawa UE'. Bruksela zwróciła także uwagę na wygrane w lipcu 2010 r. postępowanie przed ETS przeciwko Niemcom.

W tej sprawie także chodziło o stosowanie przepisów prawa zamówień publicznych przy wyborze ubezpieczyciela. Jednakże przedmiotem sporu nie były grupowe ubezpieczenia na życie, tylko grupowe polisy emerytalne.

Pozorny wybór

Największą zaletą interpretacji UZP jest otwarcie dostępu do rynku ubezpieczeń grupowych w instytucjach publicznych. Polisy grupowe to obszar, na którym od wielu lat dominuje największy Polski ubezpieczyciel – PZU. Wynika to nie tylko z jego zakorzenienia na rynku i wielkości sieci sprzedaży, ale także ze strategicznego traktowania polis grupowych na życie. Dla jego konkurencji stanowisko UZP jest szansą, by mocniej zaistnieć na tym rynku.

Jednak Wojciech Kropiewnicki z PZU Życie, twierdzi, że mimo to rocznie odbywa się około 150 – 200 przetargów, w których o klienta zabiegają dwie firmy ubezpieczeniowe. Dlatego według niego trudno mówić, gdy na rynku ubezpieczeń wywołane stanowiskiem UZP.

– Interpretacja nie doprowadziła do otwarcia rynku, ale do jego zamykania się. Przed jej wydaniem duże firmy często zapraszały do siebie dwa – trzy towarzystwa, by w ten sposób dać pracownikom możliwość samodzielnego wyboru ubezpieczyciela. Tymczasem w przetargu może wygrać tylko jeden podmiot, co powoduje, że pracownicy są skazani na jego ofertę – podkreśla Wojciech Kropiewnicki.

Ważna cena, nie jakość

Innym podnoszonym zastrzeżeniem jest wybór ubezpieczyciela w postępowanie przetargowe w oparciu o jedno kryterium – cenę. Należy pamiętać, że składka jest uiszczana z wynagrodzenia pracowników. Tymczasem oni nie mają zbyt dużo do powiedzenia podczas przetargu, bo nie są jego stroną.

W takiej sytuacji wybór w oparciu o cenę – co jest charakterystyczną cechą zamówień w instytucjach publicznych – może powodować, że pracownicy dostają do ręki tanią polisę.

Jednak jest ona skonstruowana tak, że za niską składkę daje im mały zakres ochrony ubezpieczeniowej. Często wynika to z wadliwego konstruowania przez pracodawcę specyfikacji istotnych warunków zamówienia.