Na wysokość zamówień nie narzekają tylko duże, zatrudniające powyżej 250 osób, firmy z sektora przetwórstwa przemysłowego. Najlepiej powodzi się producentom farmaceutyków, urządzeń elektrycznych, papieru, pojazdów samochodowych, wyrobów z gumy i tworzyw sztucznych oraz chemikaliów. Czyli sektorom, z których większość również w lipcu miała największe wzrosty produkcji. Najbardziej negatywnie swoją kondycję oceniają producenci odzieży, choć ich ponure nastroje wydają się nieuzasadnione. Handlowcy obiecują im bowiem, że zwiększą portfele zamówień, ponieważ odzież jako jeden z niewielu produktów notuje wzrosty sprzedaży.

Duże firmy przyznają, że także im zwiększają się zapasy w magazynach i mają coraz większe trudności z terminowym regulowaniem zobowiązań.

Średnie przedsiębiorstwa, czyli zatrudniające od 50 do 249 osób, twierdzą, że produkcja rośnie im wolniej niż w lipcu, choć na razie jeszcze nie panikują i mają nadzieję, że w kolejnych miesiącach trend się odwróci. Jednak już cierpią na nadmiar zapasów w magazynach i po cichu przyznają, że zwolnienia pracowników w ich zakładach mogą być wyższe, niż deklarowały jeszcze miesiąc temu.

Najbardziej radykalne w swej ocenie są przedsiębiorstwa małe – koniunkturę oceniają jako złą. Powodem jest słabnący portfel zamówień wpływający na wielkość produkcji, terminowość regulowania płatności i stan zatrudnienia.

Przedsiębiorstwom budowlanym w porównaniu z lipcem portfel zamówień się nie zmienił, za to najbardziej we znaki dają się im opóźnienia w ściąganiu należności. Niepewność dotycząca przyszłości powoduje, że firmy budowlane planują zwolnienia. 13 proc. firm z branży otwarcie mówi, że ich moce produkcyjne są zbyt duże w stosunku do oczekiwanego portfela zamówień.