Przedsiębiorca zgłasza ofertę pracy do jednego powiatowego urzędu pracy (PUP), właściwego ze względu na swoją siedzibę albo miejsce wykonywania pracy lub do innego wybranego przez siebie urzędu. Nie może jednak szukać kandydatów w dwóch pośredniakach w tym samym czasie. Na przykład przedsiębiorca z branży górniczej z siedzibą w Bytomiu może skorzystać z usług tamtejszego urzędu pracy lub np. pośredniaka w Katowicach. Ale nie może szukać pracowników w obu tych miastach jednocześnie. Tak wynika z rozporządzenia ministra pracy i polityki społecznej z 14 września 2010 r. w sprawie standardów i warunków prowadzenia usług rynku pracy (Dz.U. z 2010 r. nr 177, poz. 1193).

Zdaniem przedstawicieli pracodawców taki przepis jest dla nich niekorzystny. Mają bowiem problemy ze znalezieniem pracowników i dłużej muszą czekać na podjęcie zatrudnienia.

– Dlatego przedsiębiorcy coraz częściej rezygnują z pośrednictwa urzędów pracy – mówi Karol Pufal, właściciel firmy remontowo-budowlanej.

Jak tłumaczy, jego firma w każdej chwili może mieć zlecenie z innego miasta, na przykład ze Szczecina. Jeśli złożył już wcześniej ofertę zatrudnienia w poznańskim urzędzie, nie będzie mógł złożyć drugiej w Szczecinie.

Obowiązujący przepis o składaniu ofert może też być niekorzystny dla bezrobotnych. Mają oni kłopoty ze znalezieniem pracy, bo z powodu mało elastycznych przepisów ofert w urzędach jest mniej.

Przedstawiciele PUP-ów wyjaśniają, że takie ograniczenie ma zapewnić firmie szybsze znalezienie pracownika.

– Wybrany przez nią urząd jest odpowiedzialny za realizację oferty i jeśli nie dysponuje odpowiednim kandydatem, będzie współpracował z innymi urzędami – mówi Bogusław Dąbrowski, kierownik działu pośrednictwa pracy w Powiatowym Urzędzie Pracy Łódź nr 1.

Jak podkreśla Karol Pufal, taka współpraca następuje jednak często dopiero po kilku miesiącach. Dlatego jej ewentualnymi efektami nie są więc często zainteresowani przedsiębiorcy, którzy chcą zatrudnić pracownika znacznie szybciej.