Odsetek uczniów, którzy chcą się sprawdzić z tego przedmiotu co roku zmniejsza się w całym kraju. Jest to efekt coraz mniejszej liczby uczelni wymagających od swoich kandydatów matury z historii.

Przyszły student historii na Uniwersytecie Jagiellońskim, Gdańskim, Śląskim, czy Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie może zdać na maturze np. język polski, geografię, czy matematykę. Wszystkie te przedmioty są na rekrutacji traktowane równorzędnie z historią.

"Ubolewamy nad tym, ale rzeczywistość nas do tego zmusiła. Jest niż demograficzny i na uczelnie przychodzi coraz mniej kandydatów" - przyznaje prof. Andrzej Banach, dziekan Wydziału Historycznego UJ. "Jednak to, że nie wymagamy historii wcale nie oznacza, że łagodniej traktujemy potem studentów" - dodaje.

Od historii większe znaczenie uzyskuje matematyka

Od historii większe znaczenie uzyskuje, obowiązkowa na egzaminie dojrzałości, matematyka. "Osobiście przywykłem do tego, że historia jest przedmiotem rekrutacyjnym na prawie i dla mnie nadal powinno tak być, ale nie mogę oprzeć się argumentom, że matematyka jest równie istotna" - mówi prof. Andrzej Mania, prorektor UJ ds. dydaktyki.

Przyszłość historii nie rysuje się optymistycznie. Resort edukacji przygotował reformę, która ma za zadanie połączyć programowo gimnazjum ze szkołą średnią. A to oznacza, że obowiązkowe nauczanie większości przedmiotów będzie się kończyło w pierwszej klasie szkoły ponadgimnazjalnej. Później uczniowie będą się uczyć tego, co ich interesuje i z czym wiążą swoją przyszłość. Zdaniem naukowców takie zmiany doprowadza do "destrukcji, a na pewno infantylizacji historii jako zintegrowanego, wspólnego przedmiotu".