Związkowcy domagający się dodatkowych pieniędzy na dzieci, bezrobotnych, podniesienia płacy minimalnej i obniżki akcyzy na benzynę powinni się uderzyć w pierś i zapytać: Czy to nie my doprowadziliśmy do absurdalnych przywilejów, które rozsadzają budżet? Czy to nie my blokujemy reformy, które pozwoliłyby pomóc potrzebującym? Czy to nie my żerujemy na budżecie i dlatego nie można pomóc najsłabszym?

Zachęcam do refleksji, bo przykłady nieprzejednanego stanowiska związków w sprawie oczywistych reform, likwidacji niesprawiedliwości czy niesprzyjających rozwojowi gospodarczemu rozwiązań można mnożyć.

Jakakolwiek wzmianka o likwidacji emerytur górniczych wzbudza u górników furię. Przykład mieliśmy w 2005 r. pod Sejmem, a wywalczone wtedy przywileje wciąż są bronione niczym Częstochowa. – Nie ma możliwości, aby górnicy stracili swoje emerytury. Jeżeli rząd spróbuje je ruszyć, to się przekona, jacy jesteśmy silni – deklaruje publicznie Piotr Duda, przewodniczący NSZZ „Solidarność”. Ten sam, który krzyczał wczoraj: „Dość biedy”. A przecież wiadomo, że te świadczenia są niesprawiedliwe i kosztowne. Średnia emerytura młodego górnika – prawie 3 tys. zł – jest finansowana przez często biedniejszych podatników. Efekt: wydajemy na te świadczenia 8 mld zł rocznie. Górnicy, tak jak inni pracujący w szkodliwych warunkach, powinni mieć prawo do emerytur pomostowych. Wtedy koszty ich świadczeń zmalałyby do 4 mld zł. Byłoby na zasiłki na dzieci.

Kolejny przykład to wiek emerytalny i likwidacja wcześniejszych emerytur. Cały świat wydłuża aktywność zawodową: żyjemy coraz dłużej i możemy dłużej pracować. Związki mówią: weto. A z wyliczeń ekspertów Instytutu Badań Strukturalnych wynika, że jego podniesienie pozwoliłoby utworzyć 1 mln miejsc pracy i przyspieszyć wzrost gospodarczy o 1 pkt proc. Czy można czegoś lepszego życzyć ludziom pracy?

Czteroletni okres ochronny przed zwolnieniem dla starszych osób. To szczyt związkowej twierdzy, która pracownikom szkodzi, a nie pomaga. Bo osoby po pięćdziesiątce często tuż przed wejściem w ten okres są zwalniane. I już nie mają szans na etat. Podobnie jest z obroną Karty nauczyciela czy 15-letniej służby uprawniającej do emerytury.

Budżetowa kołdra zawsze jest krótka. Dla wszystkich pieniędzy nie starczy. Powinniśmy je dzielić nie według siły tych, którzy o nie walczą, a według rzeczywistych potrzeb. Tu musi reagować rząd. Inaczej wciąż będziemy finansować nieuzasadnione przywileje kosztem najbiedniejszych i najsłabszych.