Zakład Ubezpieczeń Społecznych dopomina się od niektórych przedsiębiorców nawet 100 tys. zł. – Gdzie jest granica nieprawości? Jaką korzyść będzie mieć państwo z naszej ruiny? – pytają rozgoryczeni.

Konflikt dotyczy tzw. zbiegów ubezpieczenia. Drobni przedsiębiorcy, którzy równocześnie wykonywali pracę nakładczą, przez lata sami wybierali, od jakiego tytułu opłacać składki do ZUS. Dzięki temu, gdy z chałupnictwa mieli niższe przychody, płacili niższe składki. ZUS tę praktykę akceptował. – Dostałam z ZUS w kwietniu 2006 roku zaświadczenie, że nie zalegam ze składkami i wszystko jest w porządku – mówi nam Grażyna Sabczewska z Katowic, która była wczoraj na manifestacji pod Sejmem.

Nagle, od marca 2009 roku, ZUS zaczął wzywać te osoby do opłacania – jego zdaniem – zaległych składek za firmę. – W tej sytuacji jest około 0,5 mln osób w Polsce, a żądania ZUS opiewają nawet na 100 tys. zł – mówi nam Dorota Walicka, weterynarz z Wrocławia, jedna z organizatorek manifestacji. Data nie jest przypadkowa, bo właśnie w marcu 2009 r. weszła w życie nowelizacja ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych, która na nowo określiła sposób opłacania składek przez osoby równocześnie samozatrudnione i wykonujące pracę nakładczą. Mogą wybrać sobie tytuł, o ile z pracy nakładczej zarabiają więcej niż 60 proc. średniej pensji, tj. tyle, ile wynosi najniższa podstawa naliczania składek dla samozatrudnionych.

Osoby, które ZUS wzywa do zapłaty, nie mogą jednak zrozumieć, dlaczego prawo ma działać wstecz. – Przedsiębiorcy, którzy korzystali z przepisów umożliwiających obniżanie składek, działali legalnie. Większości umożliwiło to przetrwanie na trudnym rynku pracy – żali się Maja Szlawska. Jej zdaniem ZUS znalazł sposób na podreperowanie swoich finansów. Pytała też wczoraj w popołudniowej audycji radiowej „Trójki”: – Dlaczego państwo traktuje nas jak oszustów? Gdzie jest granica nieprawości?

Przedsiębiorcy czują się oszukani i rozgoryczeni. Nie rozumieją, dlaczego ZUS interpretuje prawo przeciw nim. – Będziemy walczyć – deklarują.

Wczoraj złożyli na ręce posłów apel o wstrzymanie przez ZUS egzekucji. Domagają się też ustawowego rozwiązania sporu, aby nie musieli płacić kwot, których domaga się od nich ZUS. Przekazali też list otwarty do premiera Donalda Tuska. Apelują w nim o spojrzenie na ich sytuację w korzystny dla nich sposób.

„DGP” apeluje do rządu i parlamentu o wstawienie się za przedsiębiorcami

Apelujemy do rządu i parlamentu o obronę przedsiębiorców przed szkodliwą interpretacją prawa.

Właściciele małych firm – lokomotywa naszej gospodarki – padają ofiarą niejasnych przepisów i ich dowolnej interpretacji przez urzędników. Kłóci się to nie tylko z fundamentami państwa prawa i zasadą, że co nie jest zakazane, jest dozwolone, ale także z polską racją stanu.

Cóż przyjdzie mu z egzekucji składek od osób, które aby je zapłacić, będą musiały zamknąć swoje biznesy, doprowadzą do ruiny nie tylko siebie i swoje rodziny, lecz także pracowników, którym co miesiąc wypłacają pensje.

W imieniu przedsiębiorców, którzy sami tworzą dla siebie miejsca pracy, nie żądają przywilejów, chcą tylko prowadzić własne firmy, apelujemy do posłów, senatorów, rządu, aby pochylili się nad ich problemem. Raz już się udało – Sejm przyjął ustawę, która zwolniła z obowiązku zapłacenia zaległych, zdaniem ZUS, składek przedsiębiorcze matki. Także wtedy miały one paść ofiarą niezwykle zawiłych i niejasnych przepisów. Stańmy znowu razem w obronie tych, od których zależą nasz rozwój, dobrobyt i nasza pozycja na gospodarczej mapie Europy.

Nasz apel popierają organizacje pracodawców:

Andrzej Malinowski, prezydent Pracodawców RP

Jarzy Bartnik, prezes Związku Rzemiosła Polskiego

Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu PKPP „Lewiatan”

Marek Goliszewski, prezes Business Centre Club

Cezary Kaźmierczak, Związek Przedsiębiorców i Pracodawców

Ci, którzy chcą się przyłączyć do apelu, mogą złożyć swój podpis na naszej stronie>>