Dziś kończy się kwalifikacja wojskowa, która zastąpiła tradycyjny pobór. Mimo że nie ma już obowiązku odbycia służby wojskowej, to i tak muszą się do niej zgłaszać 19-letni mężczyźni, a także osoby, które wcześniej uchylały się od poboru. Jeśli zrobią to po 30 czerwca, będą musiały zaczekać aż do przyszłego roku na kolejny termin kwalifikacji, chyba że WKU wcześniej skieruje uchylającego się na komisję lekarską. Uregulowany stosunek do służby wojskowej jest niezbędny przy dokonywaniu m.in. obowiązku meldunkowego.

– Większość młodych osób, które się zgłaszają do kwalifikacji, deklaruje, że chciałyby służyć w armii zawodowej – mówi kapitan Artur Łęcki z Wojskowej Komendy Uzupełnień (WKU) w Radomiu.

Dodaje, że jest to związane z trudną sytuacją na rynku. Cztery lata temu, gdy znalezienie pracy nie było problemem, do szkoły wojskowej w Radomiu zgłaszało się 30 osób rocznie, a obecnie jest ich 10 razy więcej.

Dostanie się do wojska czy policji wymaga uzyskania w trakcie kwalifikacji najwyższej kategorii zdolności do służby (czyli „A”). Te osoby, którym nie udało się to w latach poprzednich, mogą w trakcie tegorocznej kwalifikacji starać się o jej podwyższenie.

– Co więcej także pracodawcy nie chcą zatrudniać osób z najniższymi kategoriami, bo podejrzewają ich o przewlekłe choroby, jak np. padaczka czy astma – wyjaśnia Wioletta Gniazdowska, sekretarz kwalifikacji wojskowej ze starostwa powiatowego w Kielcach.

Do kwalifikacji zgłasza się ponad 90 proc. osób wzywanych. Występują jednak przypadki, gdzie wezwania są ignorowane.

– W poniedziałek został doprowadzony na komisję jeden mężczyzna, który tłumaczył się, że pracował i nie miał czasu stawić się do kwalifikacji – mówi Wioletta Gniazdowska.

W takiej sytuacji wójt, burmistrz lub prezydent miasta z urzędu albo na wniosek przewodniczącego komisji lekarskiej lub WKU nakładają na taką osobę grzywnę albo zarządzają przymusowe doprowadzenie przez policję.

300 tys. 19-letnich mężczyzn musiało się w tym roku poddać kwalifikacji wojskowej