Gdyby do oficjalnych statystyk na temat bezrobocia w Polsce dołączyć dane dotyczące rolników, to stopa bezrobocia zamiast 12 proc. przekroczyłaby 15 proc. – Rolnictwo ukrywa około pół miliona osób praktycznie bezrobotnych – twierdzi dr Bożena Karwat-Woźniak z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej. Tzn. pracują, ale nie więcej niż trzy miesiące w roku lub mniej niż trzy godziny dziennie albo nie mają żadnego zajęcia. – To osoby zbędne w rolnictwie, bez nich produkcja rolna by nie spadła – podkreśla dr Karwat-Woźniak. Natomiast zadaniem prof. Katarzyny Duczkowskiej-Małysz z SGH bezrobocie ukryte w rolnictwie jest jeszcze większe – obejmuje od 0,8 do 1 mln osób. Tłumaczy, że dominują u nas małe gospodarstwa, a w nich jest coraz mniej pracy, bo polikwidowały hodowlę zwierząt, nie mogąc sprostać m.in. wymaganiom sanitarnym narzuconym przez UE. – Uprawa roślin zajmuje niewiele czasu, bo rolnik posieje zboże wiosną i czeka na zbiory do jesieni – mówi prof. Duczkowska-Małysz.

Rozdrobnienie polskiego rolnictwa potwierdzają m.in. dane Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa: średnia powierzchnia gospodarstwa wynosi 10,2 ha, w tym w woj. małopolskim zaledwie 3,8 ha, podkarpackim 4,5 ha, świętokrzyskim 5,4 ha. Podobne dane przedstawia GUS. Wynika z nich, że aż 413 tys. gospodarstw ma tylko 1 – 2 ha, a kolejne 269 tys. – 2 – 3 ha. Tylko 27 tys. – więcej niż 50 ha. – A dopiero gospodarstwo o powierzchni ponad 50 ha daje zatrudnienie dwóm osobom przez cały rok – podkreśla prof. Duczkowska-Małysz. Dlatego, jej zdaniem, duża część rolników pracuje w szarej strefie.

Wielu rolników, którzy nie mają zajęcia, nie może się zarejestrować w urzędach pracy jako bezrobotni, nawet gdy pracowali też poza rolnictwem i odprowadzali składki do Funduszu Pracy. A to pozbawia ich szans na aktywizację. Zgodnie z prawem bezrobotnym nie może być osoba, która posiada nieruchomości rolne o powierzchni użytków ponad 2 ha. To dlatego wśród ponad 1,9 mln zarejestrowanych bezrobotnych zaledwie 50,4 tys. ma gospodarstwo rolne.

W ocenie ekspertów ukryte bezrobocie w rolnictwie szybko nie zniknie. Scalanie gospodarstw jest powolne, bo właściciele niewielkich kawałków ziemi nie chcą się ich pozbyć, mając preferencyjne ubezpieczenie w KRUS i dopłaty z UE. Poza tym szansę na pracę poza gospodarstwem mają tylko ci rolnicy, których gospodarstwa są blisko miast albo na terenach turystycznych. Ale tylko wtedy, gdy przy dobrej koniunkturze powstawać tam będą nowe miejsca pracy.