Jak podał wczoraj Eurostat, unijna populacja będzie rosnąć jeszcze przez trzy dekady, by z obecnych 501 milionów osiągnąć 526 miliony osób. Później ludność będzie się kurczyć aż do 517 mln w 2060 r.

Największe straty ludności dotkną Bułgarię (utrata 27 proc. populacji), Łotwę (26 proc.), Litwę (20 proc.), Rumunię i Niemcy (po 19 proc.).

Dla Republiki Federalnej, którą za 50 lat będzie zamieszkiwać zaledwie 66 mln ludzi (wobec 82 mln obecnie), będzie to oznaczać utratę ważnej z punktu widzenia wpływów politycznych pozycji najludniejszego państwa członkowskiego Unii Europejskiej.

Pozycję tę obejmie eurosceptyczna dotychczas Wielka Brytania, która z 79 milionami mieszkańców (dziś 62 mln) znajdzie się na pozycji lidera, wyprzedzając jeszcze 74-milionową Francję (zamieszkiwaną dziś przez 65 mln ludzi). W Zjednoczonym Królestwie będzie wówczas mieszkać o 27 proc. więcej ludzi niż obecnie, co postawi wyspiarską monarchię na czwartym miejscu w Unii pod względem przyrostu liczby ludności. Zwycięży Irlandia (46 proc.) przed Luksemburgiem (45 proc.) i Cyprem (41 proc.).

Te demograficzne przetasowania poważnie zagrożą gospodarce, zwłaszcza jeśli chodzi o branże wrażliwe na zmiany struktury ludności społeczeństw – takie jak służba zdrowia, opieka społeczna czy systemy emerytalne.

Odsetek ludności starszej niż 65 lat wzrośnie z obecnych 17 proc. w skali UE do 30 proc. w 2060 r. Polska będzie miała szczególne problemy, ponieważ z 35-proc. wskaźnikiem 65+ wyprzedzą nas jedynie Łotysze, a i to zaledwie o 1 pkt proc. Będzie to oznaczało, że na jednego emeryta będzie nad Wisłą przypadać mniej niż dwie osoby w wieku produkcyjnym. Przeciętny Polak będzie miał wówczas 51,2 roku (obecnie 37,7).

W stosunkowo najkorzystniejszej sytuacji znajdą się Irlandczycy, Brytyjczycy, Belgowie i Duńczycy. Wśród nich osoby starsze będą stanowić 22 – 25 proc. populacji.