Z wyliczeń agencji, które specjalizują się w rekrutowaniu pracowników do prac sezonowych, wynika, że rozwożąc pizzę, przeprowadzając ankiety czy obsługując konferencje biznesowe, można zarobić od 2 do 3 tys. zł brutto miesięcznie.

Wakacyjnej pracy warto też szukać u producentów i dystrybutorów napojów, którzy latem potrzebują pomocników do rozlewania, pakowania i transportu butelek. – Duże koncerny, takie jak Coca-Cola czy, PepsiCo, płacą około 2,5 tys. zł miesięcznie – mówi Krzysztof Ingot z firmy pośrednictwa pracy Work Sevice.

Ten rok będzie rekordowy pod względem liczby ofert pracy sezonowej. Ze wstępnych szacunków resortu pracy wynika, że dorywcze zajęcia w usługach, rolnictwie, budownictwie i przy produkcji znajdzie w kraju i za granicą około miliona osób.

Wzmożony popyt na pracowników w okresie wakacyjnym notują agencje pośrednictwa. W Work Service, Otto czy Adecco liczba ofert jest średnio o 40 – 50 proc. większa niż rok temu.

– Firmy ostrożnie przyjmują ludzi na stałe kontrakty, ale ponieważ przybywa im zleceń i zaczyna się sezon urlopowy, to muszą ratować się, zatrudniając ludzi na umowy czasowe – tłumaczy Ingot.

W tym roku poważną konkurencją dla rodzimych przedsiębiorców będą firmy z UE, a przede wszystkim z Niemiec. Rolnikom i sadownikom z Wielkopolski, województwa zachodniopomorskiego czy lubuskiego coraz trudniej znaleźć pracowników do prac polowych, np. do zbioru truskawek. Plantatorzy sprowadzają ludzi z innych regionów, bo miejscowi wybierają pracę za granicą. Trudno im się dziwić, skoro w Saksonii czy Maklenburgii za godzinę dostają 5 – 8 euro, tj. 2 – 3 razy więcej niż w Polsce.