Ubiegłoroczne zmiany w kredytach studenckich, wbrew przewidywaniom Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, nie zwiększyły zainteresowania nimi. W tym roku akademickim taką pomoc otrzymało 17,5 tys. osób, czyli niespełna 900 więcej niż rok wcześniej. Jeszcze kilka lat temu decydowało się na niego ponad 20 tys. osób.

– Nowe przepisy nie są na tyle atrakcyjne dla studentów, aby mogły zachęcić ich do korzystania w większym stopniu z tej formy pomocy – mówi Robert Pawłowski, rzecznik praw studenta (RPS).

Rząd wprowadził m.in. korzystniejszy system poręczeń dla najbiedniejszych osób. Z tej możliwości skorzystało dwa razy więcej studentów (5,7 tys. osób) niż w roku ubiegłym. Nie zmienił jednak tego, co dla studentów najważniejsze, czyli wysokości kredytu (600 zł miesięcznie) oraz warunków jego umorzenia. Obecnie prawo do umorzenia 20 proc. takiej pożyczki ma jedynie 5 proc. najlepszych absolwentów.

– Więcej studentów powinno mieć takie prawo – mówi Emilia Chodyna, wiceprzewodnicząca do spraw finansowych Niezależnego Zrzeszenia Studentów.

Resort nauki w przyszłym roku nie planuje wprowadzenia żadnych zmian w kredytach, mimo że zdaniem studentów obecny system jest eksperymentalny i nie zapewnia prawdziwej pomocy.

– Na stypendia budżet przeznacza 1,5 mld zł rocznie, a na kredyty jedynie 80 mln zł – mówi Robert Pawłowski.

Zaciągnięcie kredytu na preferencyjnych warunkach daje studentowi stabilizację. Tego nie zagwarantuje stypendium, które jest przyznawane na semestr lub na rok. Zdaniem RPS tylko kredyt daje możliwość podjęcia studiów albo ich kontynuowania bez martwienia się o finanse