Z badań aktywności ekonomicznej ludności (BAEL) prowadzonych przez Główny Urząd Statystyczny wynika, że w pierwszym kwartale tego roku wśród blisko 1,8 mln bezrobotnych było 813 tys. kobiet. A zatem więcej bezrobotnych stanowią mężczyźni. Według BAEL takie dysproporcje utrzymują się od lat. Co ciekawe, dane o bezrobociu rejestrowanym, które powstają na podstawie informacji o osobach zarejestrowanych w urzędach pracy, mówią o czymś zupełnie odwrotnym. Według nich w pierwszych trzech miesiącach tego roku liczba bezrobotnych kobiet była wyższa niż mężczyzn o 54 tysiące. Było ich 1,09 mln.

– Różnice te wynikają między innymi z tego, że część kobiet rejestruje się jako bezrobotne, choć nie są one zainteresowane pracą, tylko na przykład uzyskaniem dzięki rejestracji ubezpieczenia zdrowotnego – wyjaśnia prof. Elżbieta Kryńska z Uniwersytetu Łódzkiego. Dodaje, że wśród zarejestrowanych w urzędach pracy kobiet może ich być nawet 30 proc. Nie ma ich natomiast w statystykach BAEL, bo jako bezrobotne są tam zaliczane tylko te osoby, które nie mają pracy, ale są nią zainteresowane i aktywnie jej szukają.

Także osoby z urzędów pracy dostrzegają problem fikcyjnych rejestracji. – Z naszych obserwacji wynika, że w rejestrach bezrobotnych jest nawet 50 proc. kobiet, które nie są zainteresowane podjęciem pracy. W podobnym stopniu dotyczy to także mężczyzn – mówi Jerzy Bartnicki, dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Kwidzynie. Dodaje, że to wina obowiązujących przepisów, które dają przywileje związane ze statusem bezrobotnego. Chodzi przede wszystkim o to, że osoba zarejestrowana w urzędzie pracy uzyskuje ubezpieczenie zdrowotne.

– Dlatego rejestrują się na przykład kobiety zajmujące się tylko wychowaniem dzieci albo pracują w szarej strefie, która nie daje im ubezpieczenia – wyjaśnia dyrektor Bartnicki.

Jego zdaniem likwidacja tego przywileju spowodowałaby natychmiast gwałtowny spadek bezrobocia o 30 – 50 proc. – Od trzech lat resort pracy twierdzi, że przygotowuje przepisy, które zlikwidują fikcyjne bezrobocie, ale wciąż ich nie ma – podkreśla Bartnicki.

Był jednak też taki okres, kiedy nawet w statystykach bezrobocia rejestrowanego bezrobotnych kobiet było mniej niż mężczyzn. Taką sytuację mieliśmy w pierwszych czterech miesiącach ubiegłego roku. – Wtedy był to spóźniony efekt spowolnienia gospodarczego, gdyż mężczyźni częściej tracili pracę, bo przedsiębiorstwa produkcyjne, w których dominują, miały trudności – tłumaczy Karolina Sędzimir, ekspert rynku pracy w PKO BP. Kobiety na ogół nie traciły wtedy etatów, bo przeważają w stabilnych dziedzinach gospodarki: administracji, służbie zdrowia czy oświacie. Niemniej cały czas sytuacja kobiet na rynku pracy jest trudniejsza niż mężczyzn. – Choć są lepiej wykształcone, to zarabiają o 20 – 25 proc. mniej niż mężczyźni. Trudniej jest im przebić się w biznesie. Ponadto mają z różnych powodów mniejsze wzięcie wśród pracodawców – podkreśla Sędzimir.